Przejdź na stronę główną Interia.pl

Polacy stworzyli narzędzie do wykrywania sygnałów autyzmu

Niektóre objawy zaburzeń rozwoju znacznie wyprzedzają pozostałe, lecz nie było dotąd narzędzi, które umożliwiały ich precyzyjny pomiar i ostrzegały o ryzyku. Firma Harimata wymyśliła sposób na wczesne wykrywanie ryzyka autyzmu u dzieci, a obecnie pracuje nad metodami wsparcia diagnozy innych zaburzeń rozwoju i zachowania – mówi Interii jej założyciel Paweł Jarmołkowicz.

Jacek Ramotowski, Interia: Pana firma stworzyła grę Play.Care pozwalającą zdiagnozować autyzm u dziecka. Na czym to polega?

Paweł Jarmołkowicz: - Play.Care nie służy do diagnozy, gdyż mogą postawić ją tylko specjaliści. Play.Care jest natomiast prostym w użyciu narzędziem do wspomagania wykrywania autyzmu u dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Ma ono formę przyjaznej dziecku gry na tablet, dzięki czemu dziecko nie jest narażone na stres związany z badaniem. Dla dziecka jest to przyjemna zabawa, natomiast w czasie gry aplikacja analizuje jego zachowanie w interakcji z tabletem. Na podstawie tej analizy możemy określić ryzyko, że dane dziecko cierpi na zaburzenia ze spektrum autyzmu.

Reklama

Do czego Play.Care może być wykorzystywana?

- Do badań przesiewowych wśród dzieci o podwyższonym ryzyku. Aplikacja pozwala wykryć sygnały zaburzeń i skierować takie dziecko do dalszej diagnozy. Dzięki temu możliwe jest szybsze objęcie dziecka specjalistyczną opieką. Autyzm nie jest chorobą, nie można go wyleczyć, natomiast szybka interwencja daje dzieciom szansę na lepsze funkcjonowanie w przyszłości.

Kto może takie badania zrobić? Rodzice?

-  Po przeprowadzonych przez nas badaniach z udziałem rodziców doszliśmy do wniosku, że nie powinniśmy zostawiać rodzica samego z wynikiem testu, zwłaszcza gdy ten wynik jest pozytywny. Z tego powodu Play.Care udostępniamy tylko profesjonalistom, to znaczy specjalistom pracującym z dziećmi, pedagogom, psychologom zajmującym się diagnozą i terapią, lekarzom pierwszego kontaktu - rodzinnym i pediatrom. Grupą docelową są też nauczyciele przedszkolni. Istotne jest to, że specjalista może wykonać test gdy tylko zauważy niepokojące oznaki. Przeprowadzenie testu zajmuje do 15 minut, a następnie na podstawie jego wyniku może zdecydować czy skierować dziecko do dalszej diagnozy.

W grę "zaszyta" jest wysoce specjalistyczna wiedza. Z jakiej dziedziny?

- Test opiera się o analizę wzorców ruchowych dziecka...

Przepraszam, co to takiego?

- To wszelkie ruchy wykonywane przez dziecko w interakcji z tabletem. Coraz większa liczba badań naukowych pokazuje, że zaburzenia w zakresie planowania i wykonywania ruchu mogą być obserwowane wcześniej niż objawy typowe dla autyzmu, takie jak trudności w zakresie rozwoju społecznego i komunikacji. Choć od lat specjaliści obserwowali, że dzieci z autyzmem mają wyraźne trudności w zakresie motoryki, do tej pory nie było łatwo dostępnych narzędzi, które umożliwiałyby jej pomiar. Tablety są wyposażone w bardzo precyzyjne sensory, dzięki czemu możemy zbadać motorykę dziecka z bardzo dużą dokładnością.

Macie swój zespół naukowców?

- Tak, mamy zespół psychologów, który prowadzi Anna Anzulewicz. Ponadto, współpracujemy ze specjalistami z uczelni zagranicznych, m.in. z prof. Christopherem Gillbergiem z Uniwersytetu w Gothenburgu w Szwecji, który jest światowej klasy ekspertem z zakresu diagnostyki i terapii autyzmu, oraz z drem Jonathanem Delafieldem-Buttem z University of Strathclyde w Glasgow, który jest neurobiologiem rozwojowym badającym motorykę dzieci z autyzmem. Wszystkie badania planujemy i prowadzimy wspólnie z tymi specjalistami.

To międzynarodowy wysiłek organizacyjny. Trudno było doprowadzić do współpracy?

- Z zainicjowaniem współpracy nie było problemów, gdyż naukowcy byli otwarci na realizację wspólnych projektów. My z kolei wnosiliśmy świeże spojrzenie i doświadczenie w zakresie tworzenia nowych technologii, co zaowocowało interesującą współpracą. Zderzyliśmy się natomiast z różnicami w mentalności pomiędzy światem nauki a światem biznesu. Spotkanie tak dużej organizacji jak uniwersytet i małej firmy nie było łatwe. Taka współpraca wymagała wiele wysiłku i cierpliwości, jednak cieszę się, że udało nam się przezwyciężyć przeszkody.

Jakie są losy Play.Care, gdzie już jest używana?

- Prowadzimy wdrożenia w placówkach w całej Polsce - w poradniach psychologiczno-pedagogicznych, w dziecięcych poradniach psychiatrycznych, placówkach podstawowej opieki zdrowotnej, wśród pediatrów. Obecnie nasza aplikacja przechodzi badania kliniczne w Szwecji i w Szkocji, które zakończą się z końcem roku. Celem badań jest sprawdzenie, jak Play.Care radzi sobie w innych warunkach kulturowych. 

Po wygranej w węgierskiej edycji konkursu Global Impact Challenge w 2014 roku dostał Pan stypendium w Singularity University. Co to Panu dało?

- Cztery rzeczy. Moja grupa składała się z ok. 80 osób ze wszystkich kontynentów, a każda z nich zajmuje się czymś naprawdę ciekawym. Największą wartością są nawiązane relacje z tymi ludźmi i z organizatorami programu, do których w każdym momencie mogę się odezwać i poprosić o pomoc. Po drugie, udział w programie jest nobilitujący, w tym sensie, że wzbudza zainteresowanie, także mediów, a to pozwala szerzej zaistnieć i opowiedzieć o tym, czym się zajmujemy. Po trzecie, podczas samego programu uczestnicy otrzymują bardzo dużą ilość wiedzy. Zaczynają myśleć o znajdowaniu rozwiązań, które mogą pozytywnie wpłynąć na życie co najmniej miliarda ludzi, a to nie jest proste. Program daje wiedzę, narzędzia i wiarę, że naprawdę jesteśmy w stanie. Czwartą rzeczą jest spełnienie moich dziecięcych marzeń - przez trzy miesiące mieszkałem w bazie NASA.

Każdy start-up potrzebuje inwestycji finansowych. Czy program pomógł w spotkaniu ludzi, którzy zdecydowaliby się wyłożyć pieniądze?

- Program daje także możliwość poznania inwestorów i nawiązania takich relacji. Moja firma miała już polskiego inwestora AINOT, a na miesiąc przed konkursem zainwestował w nią niemiecki fundusz XLHealth, więc szukanie inwestorów w trakcie programu nie było moim celem.

Nad czym pan teraz pracuje?

- Myślimy o tym, żeby aplikację Play.Care rozszerzać o możliwość wczesnego wykrywania kolejnych zaburzeń rozwoju i zachowania, m.in. ADHD i nieprawidłowości w rozwoju intelektualnym. Myślimy o wprowadzeniu jej przede wszystkim do placówek podstawowej opieki zdrowotnej. Po zakończeniu etapu badań klinicznych i publikacji ich wyników, zdecydujemy o wyjściu poza Polskę. 

Słyszałem, iż mówi pan o hybrydowym modelu biznesu łączącym tworzenie wartości dla społeczeństwa z zarabianiem pieniędzy. Czy to się udaje? 

- Wyznacza to kierunek w jakim działamy, a jest nim tworzenie biznesu wokół rozwiązywania problemów, które są istotne społecznie. Jeśli pomagamy rozwiązać jakiś problem, to naturalne jest, że potrzebujemy za to zapłaty, żeby firma mogła funkcjonować dalej. Dlatego właśnie byłem zainteresowany ideą Singularity University.

Rozmawiał Jacek Ramotowski

Start-upowcy, inżynierowie, technolodzy, naukowcy, programiści, przedsiębiorcy - jeśli mają znakomity pomysł, wsparty szlachetną ideą społeczną - mogą się zgłaszać do 26 kwietnia do konkursu Global Impact Challenges. Polska edycja odbywa się po raz pierwszy. Laureat spędzi blisko dwa miesiące w Dolinie Krzemowej, ucząc się jak wprowadzić swoje idee w życie.

Global Impact Challenges to coroczne konkursy organizowane przez Singularity University z Doliny Krzemowej we współpracy z różnymi organizacjami sponsorującymi imprezę na całym świecie. Idea jest taka, żeby w krajowych konkursach - a w tym roku organizowane są one m.in. w Argentynie, Estonii, Indiach, Japonii, Portugalii i w Polsce - wyłonić pomysły na innowacje, które mogą pozytywnie wpłynąć na życie miliarda ludzi w ciągu kolejnych dziesięciu lat i w tym tkwi ich przełomowy potencjał.

Dziedziny, którymi się zajmuje Uniwersytet, to m.in. sztuczna inteligencja, robotyka i biologia cyfrowa. Absolwentem Singularity University jest Sebastian Kulczyk, który wspiera konkurs Poland Global Impact Challenge.

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM