Przejdź na stronę główną Interia.pl

Innowacyjne pomysły nie potrafią się przebić na rynek

To nie same pomysły – te niekiedy są znakomite – ale umiejętność wejścia z nimi na rynek jest kluczową sprawą dla powodzenia innowacji. Z tym polskie start-upy mają jeszcze problemy, choć i tak mogą liczyć na silne wsparcie władz publicznych. Innowacjom w gospodarce potrzebne są nie tylko pieniądze – mówiono podczas European Start-Up Days w Katowicach.

European Start-Up Days to prawdopodobnie największe w Polsce, coroczne spotkania tego rodzaju firm. Od trzech lat ta dwudniowa impreza towarzyszy Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu. W tym roku uczestniczyło w nich blisko 250 start-upów, ok. 300 prelegentów, w tym premier Mateusz Morawicki, unijni komisarze, polscy ministrowie i europosłowie. Ponad 3 tys. osób przysłuchiwało się dyskusjom. Dotyczyły one tego, jak przedstawiciele administracji, eksperci i sami twórcy start-upów widzą przyszłość innowacji i technologii oraz ich drogę na rynek. 

Reklama

- Polskie start-upy mają całkiem niezłą technologię, całkiem nowe pomysły, natomiast brakuje im przedsiębiorczości. Rozpowszechniamy wśród nich naukę przedsiębiorczości - to, jak przekuwać pomysł na innowację w biznes. Bo innowacja to pomysł wdrożony i używany przez klienta - mówił prezes ING BSK Brunon Bartkiewicz. Bank jest jednym z głównych organizatorów European Start-Up Days, a sam współpracuje z czterema polskimi i pięcioma zagranicznymi start-upami.

- Start-upy w Polsce są coraz bardziej dojrzałe intelektualnie i produktowo, ale brakuje im bardziej dojrzałego podejścia do biznesu - dodała Julia Krzysztofiak-Szopa, prezes fundacji Startup Poland, największego w Polsce think-tanku technologicznego.

Z ogłoszonego podczas European Start-up Days raportu fundacji "Polskie Startupy" wynika, że w ciągu ostatniej dekady głównym inwestorem w start-upy było państwo. Aż 80 proc. transakcji inwestycyjnych w takie firmy odbyło się dzięki lewarowi publicznemu.

- Gdyby nie wsparcie publiczne, środowiska start-upowego by nie było. Teraz dla dobra rynku pora na konkurowanie o prywatny kapitał - powiedziała Julia Krzysztofiak-Szopa.

Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii, wymienia działania administracji w celu tworzenia środowiska sprzyjającego start-upom. To zniesienie (na razie do 2027 roku) faktycznie podwójnego opodatkowania inwestycji podwyższonego ryzyka. To planowana od przyszłego roku obniżka podatku od przedsiębiorstw CIT dla małych firm oraz wprowadzone przez nowelizację ustawy o innowacyjności ulgi dla tych, którzy osiągają przychody z prac badawczo-rozwojowych.

Do tego dochodzą fundusze unijne - program Scale-Up, który umożliwia start-upom nawiązanie kontaktu z dużymi przedsiębiorstwami, w tym spółkami skarbu państwa. Kolejny program to Poland Prize. Umożliwia on zagranicznym start-upom rozpoczęcie działalności w Polsce. Jego celem jest wykreowanie Polski na kraj pierwszego wyboru prowadzenia działalności w naszym regionie dla zagranicznych start-upów. Rząd ma nadzieję, że dzięki niemu w Polsce zacznie działać ok. 60 start-upów z Unii.

- Mam nadzieję, że pakiet organizacyjny, który dostarczyliśmy, stanie się powodem, że Polska będzie atrakcyjna dla strart-upów - powiedziała minister Jadwiga Emilewicz.

- Chciałam stworzyć dobry dla start-upów program, który nie będzie przeregulowany - dodała. 

Kwestia regulacji jest jednak niezwykle ważna, nie tylko w kraju, ale i w całej Unii. Bo start-upy - owszem - mogą działać w małej skali w jednym tylko kraju, przynosząc gospodarce innowacje. Jeśli jednak założymy tego rodzaju ograniczenia ich aktywności i możliwości wzrostu, mało prawdopodobne jest, że zaangażuje się w nie prywatny kapitał. A on właśnie stawia na to, że skala wprowadzanych innowacji przyniesie odpowiednią stopę zwrotu. Unia, czyli rynek liczący 500 mln konsumentów, to idealne miejsce do budowania skali i wielkiego biznesu. Skoro jednak w każdym kraju obowiązują inne reguły gry, stanowią one dla ekspansji biznesu największą barierę.

Monopol GAFA

Rynek Unii jest sfragmentaryzowany, podzielony granicami, odrębnymi regulacjami w każdym kraju - uważa Andrus Ansip, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. jednolitego rynku cyfrowego. O co tu chodzi i jakie to ma znaczenie? O to, że ta fragmentacja rynku kosztuje europejską gospodarkę - koszty to np. dostosowywanie się do innych przepisów w każdym kraju czy związana z tym obsługa prawna - 450 mld euro rocznie. 

- Mamy 28 relatywnie małych rynków. Globalni dostawcy usług łatwo sobie z tym radzą, bowiem mają dobrych prawników, choć jest to dla nich kosztowne. Start-upy sobie z tym nie radzą. Będzie mniejsze ryzyko, jeśli nie będzie fragmentacji rynków, regulacje będą wspólne i spójne i będzie w nich koordynacja. Start-up zastanawia się, czy zostać w domu, czy jechać do USA, gdzie też jest wielki rynek konsumencki - mówił Andrus Ansip.

Do tego pojawia się tu jeszcze inna kwestia - wyjątkowa pozycja globalnych dostawców usług technologicznych, czyli Google, Amazona, Facebooka i Apple, zwanych w skrócie GAFA. Firmy te określane są nawet jako monopoliści rynku usług technologicznych.

- Co może rozbić monopol GAFA? Może być rozbity jedynie poprzez wprowadzenie nowych technologii, które dadzą nową wartość użytkownikom, (...) którzy widzieć będą w tym wartość - mówił Maciej Balsewicz, założyciel funduszu venture capital bValue. Uważa on, że pozycja globalnych gigantów powstrzymuje wielu inwestorów przed wyłożeniem pieniędzy na produkty i usługi oferowane przez start-upy.

- Duzi dostawcy usług mogą je dostarczać w wyższej jakości i po cenach bardziej akceptowalnych - zgodził się z tą argumentacją Andrus Ansip.

Komisja Europejska zaprezentowała trzy lata temu plan budowy w Unii jednolitego rynku usług cyfrowych. Plan ma między innymi doprowadzić do eliminacji tej nierównowagi. Jak ona wygląda w praktyce? Giganci technologiczni z racji dostarczanych usług zbierają ogromne ilości danych. Dla gospodarki cyfrowej dane te są podstawowym pożywieniem - karmią rozwój sztucznej inteligencji, bez której niemożliwe jest na przykład wykorzystywanie Internetu rzeczy (a więc i autonomicznych samochodów), a analiza danych pozwala przewidywać potrzeby konsumentów i na nie reagować. Nie ma najmniejszych szans, żeby niewielki start-up miał dostęp do danych porównywalny z tym, który ma Google czy Facebook.

- Wszyscy potrzebujemy danych: społeczeństwo i gospodarka. Wykorzystanie danych przez 100 największych firm w Europie może naszą gospodarkę do pchnąć do góry o 1,9 proc. od teraz do 2020 roku - mówił Andrus Ansip.

- Chcemy znieść bariery w wymianie danych, żeby handel nimi był możliwy. Dotyczy to danych nieosobowych, także danych publicznych i ich przepływu pomiędzy krajami. Równocześnie dane osobowe muszą być chronione i bezpieczne. Tu nie ma kompromisu. Ludzie muszą mieć poczucie, że ich dane są chronione. Dlatego ochrona danych i cyberbezpieczeństwo są kluczowe - dodał.

Szansa dla polskich firm

Dzięki zasięgowi świadczonych usług wielcy globalni dostawcy pozyskują wystarczające zbiory danych, by uczyć ich analizy swoje komputery, a więc tworzyć sztuczną inteligencję. Andres Ansip mówi, że prace KE idą w tym kierunku, żeby w Europie takie dane mogły pozyskiwać również strat-upy. Wtedy staną się bardziej atrakcyjne dla inwestorów.

- Za dużo biznesów upadło przez to, że któryś z dużych wprowadził podobną funkcjonalność - mówił Maciej Balsewicz.

"Uwolnienie" danych na całym unijnym rynku, jeśli się powiedzie, będzie dobrą wiadomością dla polskich innowacyjnych firm. Ich prace nad sztuczną inteligencją (artifiacial intelligence, AI) zostały już zauważone na świecie. Globalna firma doradcza McKinsey w niedawno opublikowanym raporcie uznała, że Polska może być liderem badań nad sztuczną inteligencją w skali międzynarodowej.

Według McKinsey Polska może wykorzystać to, że w skali globalnej (podobnie jak u nas) inwestycje AI są jeszcze na wczesnym etapie. Ale szybko rosną. W tym sektorze dominują rzecz jasna technologiczni giganci, którzy w 2016 roku zainwestowali w AI od 18 do 27 mld euro. 90 proc. środków przeznaczyli na własne prace badawcze i wdrażanie opracowanych technologii, a pozostałe 10 proc. na inwestycje zewnętrzne, takie jak zakup spółek.

Tymczasem w Polsce w 2016 roku inwestycje w AI sięgnęły ok. 11 mln euro i pochodziły głównie z dotacji oraz od funduszy venture capital. To jeszcze niewiele, ale to już poziom porównywalny z poziomem np. w Szwecji. Według McKinsey Polska ma szansę, by stać się regionalnym centrum rozwoju AI dzięki dobremu poziomowi wykształcenia młodych ludzi i właśnie dynamice rodzimych start-upów. Ponadto badania nad sztuczną inteligencją nie wymagają kosztownych inwestycji, takich jak na przykład przemysł. Te możliwości mogą wykorzystywać mniejsze firmy. Podstawowym warunkiem jest dostęp do zbiorów danych. Trudno nie zauważyć, że otwarcie go zależy od działań administracji.

Jacek Ramotowski

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM