Przejdź na stronę główną Interia.pl

Czy Polska gospodarka jest gotowa na elektromobilność?

Pojazdy elektryczne sprawdzą się w transporcie publicznym, ale w dalszej perspektywie będą też bardziej dostępne dla indywidualnych nabywców. Wyzwaniem jest zapewnienie odpowiedniej infrastruktury.

- Rozwój elektromobilności to element "Planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju". Stawiamy sobie w tym obszarze ambitne cele. Chcemy zintensyfikować w tym obszarze pomoc, zarówno poprzez regulacje, jak i finansowanie - deklaruje Jadwiga Emilewicz, wiceminister rozwoju.

Reklama

Ważnym elementem tego procesu jest zmiana modelu transportu publicznego w miastach. Jak tłumaczy polskie metropolie są dziś bardzo zanieczyszczone, a jednocześnie szwankuje komunikacja.

Milion samochodów elektrycznych

- W koncepcji smart city mieści się transport publiczny, a jednocześnie mamy wielki potencjał, firmy, które technologicznie wyprzedzają światową konkurencję o co najmniej 2 lata - mówi wiceminister Emilewicz i wymienia Solaris, Volvo i Ursus. Prowadzone są rozmowy z miastami, żeby je przekonać do zmiany środków transportu. - Chcemy, żeby od 2020 roku w miastach powyżej 100 tys. co najmniej 10 proc. transportu publicznego to były pojazdy elektroniczne. Do 2025 ma być 1 milion samochodów elektrycznych. Dziś jest ich 700, są one drogie, więc cel jest bardzo ambitny, ale nie jest niemożliwy - zastrzega Jadwiga Emilewicz.

O tym jak ten program wygląda od strony producentów mówiła między innymi Małgorzata Ryniak, członek zarządu Volvo Polska.

- W przyszłości transport publiczny będzie elektryczny. Jest plan, który pokazuje kierunki rozwoju czyli elektromobilność i my mamy w nim miejsce. Teraz czekamy na konkretne decyzje i dalsze kroki, czyli system zachęt i wsparcia- mówi Małgorzata Ryniak. Zastrzega, że pojedynczy operator samodzielnie nie wprowadzi takiej zmiany, bo potrzebna jest całościowa infrastruktura.  

Wiesław Cieśla, pełnomocnik prezesa firmy Solaris uważa, że od tego trendu nie ma odwrotu, także dlatego, że są to założenia białej księgi europejskiej. - Najpierw w transporcie publicznym, ale potem także w samochodach indywidualnych. My nie czekając na rządowe programy sami zaczęliśmy już w tym kierunku działać, więc to nie jest efekt koniunktury, ale naszego nastawienia - tłumaczy Wiesław Cieśla. Jak podkreśla w tym roku autobus elektryczny wyprodukowany przez reprezentowaną przez niego firmę został doceniony przez ekspertów na targach w Hannowerze.

- Już dziś w kilkunastu miastach jeżdżą autobusy elektryczne, ale do powiększenia skali trzeba zbudować łańcuch dostaw. Podpisaliśmy pierwsze porozumienia w tym celu. Drugi element to infrastruktura, którą trzeba wybudować. Trzeci element to sama energia elektryczna - mówi Wiesław Cieśla. Przyznaje, że pojawiają się pytania czy to ma sens w sytuacji, gdy prąd jest pozyskiwany głównie z węgla, ale już dotychczasowe doświadczenia pokazują, że skumulowana emisja CO2 w przypadku pojazdów elektrycznych już teraz jest o kilkanaście procent mniejsza w stosunku do autobusów dieslowskich. Przyznaje, że wyzwaniem jest problem z punktowym zaopatrzeniem w energię elektryczną.

Potrzebna infrastruktura...

Jakub Fary, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego podkreśla, że są dwa obszary, a pierwszy to transport miejski, czyli głównie autobusy. - Tu już nie ma problemu z zasięgiem i infrastrukturą do ładowania energią - podkreśla.

Natomiast przyznaje, że dużo większym wyzwaniem jest magazynowanie energii na pokładzie pojazdu. Prowadzone są prace nad nowymi akumulatorami. Uczestnicy panelu podkreślają, że dziś samochody elektryczne są drogie, ponieważ nie ma jeszcze efektu skali, ale ten koszt będzie spadał w miarę popularyzacji takich pojazdów.

Marcin Korolec prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych podkreśla, że wsparcie finansowe dla samorządów jest warunkiem koniecznym by nabywały autobusy elektryczne. - Patrząc na takie kraje jak Holandia czy Niemcy widzimy, że nie mamy innego wyjścia. W niektórych państwach już dyskutuje się o zakazie sprzedaży pojazdów z silnikami spalinowymi - mówi Korolec. Tak jak niektórzy ekonomiści mówią o niebezpieczeństwach pułapki średniego rozwoju, to my możemy mówić o "pułapce starego diesla" - dodaje. Jak zaznacza transformacja ma wymiar makroekonomiczny, ponieważ importując ogromne ilości ropy z różnych kierunków, dajemy wkład we wzrost PKB krajów ją sprzedających, a gdybyśmy przekierowali część tych środków na transport elektryczny w Polsce, to oprócz bezpośrednich oszczędności będziemy wzmacniać nasz wzrost gospodarczy.

...i zachęty podatkowe

Jakub Faryś dodaje, że dla rozwoju pojazdów elektrycznych ważne będzie polityka podatkowa w odniesieniu do tego segmentu.

Pytanie czy Polskę będzie stać na dotowanie takich samochodów?

Zdaniem wiceminister Jadwigi Emilewicz drogą do upowszechnienia tej technologii może być tzw. car sharing. Są już pierwsze przykłady miast wdrażających ten model. - Taki model już się sprawdził w przypadku rowerów. To jest dobra droga rozwoju. Pierwszą skokową zmianą będzie właśnie model samochodu współdzielonego. Kolejnym krokiem, możliwość zarówno pobrania jak i oddania energii.

Marcin Korolec przypomina, że do niedawna samochody elektryczne były jedynie drogimi zabawkami milionerów, ale niedługo będą dostępne dla klasy średniej. Podobnie jak było z telefonami komórkowymi, które na początku były bardzo drogie, a dziś są powszechne. Również cena baterii będzie spadała. - Każda z firm samochodowych prowadzi w tym celu duże inwestycje - mówi.  

Z kolei Małgorzata Ryniak dodaje, że trendy demograficzne pokazują, że w średniej perspektywie 2/3 ludności będzie mieszkać w miastach, tym bardziej trzeba wzmacniać nowoczesny transport publiczny. Łukasz Puźniecki z Agencji Rozwoju Regionalnego ARLEG przyznaje, że to właśnie miejska polityka transportowa może pokazać efektywność tej technologii.

am

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM