Przejdź na stronę główną Interia.pl

Centra badawcze firm nie wyeliminują instytutów naukowych

Sektor chemiczny potrzebuje nowych wyzwań, by dynamicznie się rozwijać. Przyszłościowe są technologie związane przede wszystkim z ochroną środowiska. Własne centra badawczo-rozwojowe tworzone przez największe firmy nie powinny być konkurencją dla zewnętrznych instytutów. Spółki deklarują współpracę z naukowcami, niezależnie od posiadanych własnych zasobów.

Takie wnioski płyną z debaty poświęconej polskiej chemii, która odbyła się w Krakowie podczas konferencji Impact2019. Sektor chemiczny ma istotne znaczenie dla gospodarki - zatrudnienie znajduje tu bezpośrednio ponad 315 tys. osób. Produkcja sprzedana sektora wyniosła w zeszłym roku ok. 260 mld zł. Dlatego utrzymanie konkurencyjności branży jest ważnym zadaniem.

Reklama

Od kwietnia tego roku instytuty naukowe świadczące usługi na rzecz podmiotów działających na rynku skonsolidowały się - funkcjonują w ramach Sieci Badawczej Łukasiewicz, skupiającej 38 jednostek reprezentujących różne branże. Do tej pory działały one niezależnie, nie koordynując swoich działań. Połączenie sił naukowców ma w założeniu poprawić relacje między nauką a biznesem, sprawiając, że współpraca będzie łatwiejsza i bardziej efektywna.

- Będąc w sieci, jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie. Jeśli pracujemy w ramach jednego zespołu, koncentrujemy się na jednym problemie, a pracując z wieloma zespołami, jesteśmy w stanie rozważyć alternatywę, zyskujemy szerszą perspektywę - powiedział Paweł Bielski, dyrektor Instytutu Chemii Przemysłowej.

To nie konkurencja

Duże firmy krajowe stawiają na własne centra naukowo-badawcze. Mają je m.in. PCC, Synthos, niedawno ruszyło centrum wybudowane przez Grupę Azoty, w trakcie takiej inwestycji jest PKN Orlen. Czy to konkurencja dla ośrodków badawczych? Prelegenci zaproszeni do dyskusji twierdzą, że nie. Spółki nastawione są na testowanie rozwiązań bardziej zaawansowanych, związanych ze ściśle określonymi obszarami działalności. Przedstawiciele firm chemicznych sygnalizują, że mają w planach dalszą współpracę z instytutami, bo własnym sumptem nie są w stanie zrobić wszystkiego.

- Nie widzę problemu w tym, że duże firmy budują swoje centra badawczo-rozwojowe, nawet jeśli dublują naszą aparaturę. Nie widzę problemu, by duże firmy budowały wielkie centra i wielkie laboratoria. Naszą rolą jest mieć te laboratoria, których one nie mają i mieć tych naukowców, których one nie mają. Państwo powinno wchodzić w takie przedsięwzięcia, obciążone ryzykiem, w które nie jest w stanie wejść biznes - powiedział Piotr Dardziński, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.

- Jest obecnie trend, by duże firmy budowały własne centra R&D. To nic nowego, ani nic złego. Na zachodzie też tak jest. Mimo to nadal współpracują z instytutami - poinformował Zbigniew Warmuz, prezes Synthosa. - Nie chcemy dublować sieci, instytutów. Nie chcemy dublować prac, instalacji, chcemy nadal współpracować i mam nadzieję, że ta współpraca będzie coraz lepiej się rozwijała - potwierdził Grzegorz Kądzielawski, wiceprezes Grupy Azoty.

W podobnym tonie wypowiadała się Marcelina Wojciechowska, dyrektor biura badań i rozwoju nowych technologii PKN Orlen. - Centrum, które powstanie w Orlenie, to nie instytut badawczy, ale platforma do realizacji wspólnych projektów badawczo-rozwojowych. Najważniejszą częścią będzie hala pilotaży i odwzorowań, nastawiona na realizację projektów na wysokim poziomie gotowości technologicznej.  Realizujemy projekt z uczelniami instytutami i przeskalowujemy do poziomu, który umożliwia wdrożenie w skali przemysłowej - podkreśliła.

Elastyczność da przewagę

W budowanym przez Orlen centrum nie będzie stałej załogi naukowej - dwa filary powstającej jednostki to zarządzanie projektowe i elastyczny dobór ludzi i kompetencji pod konkretne projekty. - Na czas trwania badań powoływane będą zespoły tworzone przez pracowników Orlenu oraz wybrane osoby z uczelni i instytutów. Nie będzie stałej załogi naukowej prowadzącej pracę w sposób ciągły. To bardziej elastyczne podejście - powiedziała Wojciechowska.

Wśród obszarów badawczych, którymi zainteresowany jest Orlen, wymieniła m.in. biopaliwa i biokomponenty, ale też polimery nowej generacji, technologie pozwalające wdrożyć recykling, zagospodarowanie dwutlenku węgla w procesie wytwarzania produktów chemicznych oraz nowe i ulepszone technologie i produkty, które mogą poprawić efektywność działania grupy i zapewnić jej przewagi konkurencyjne.

Janusz Igras, dyrektor Instytutu Nowych Syntez Chemicznych, ocenił, że wynajem pracowników naukowych przez firmy do realizacji konkretnych projektów, jak to zapowiada Orlen, jest ciekawą propozycją.  - Liczę, że tego typu przedsięwzięcia ułatwią nam wejście w duże projekty - powiedział.

Igor Korczagin odpowiadający za dział badawczo-rozwojowy PCC powiedział, że grupa najczęściej zleca do instytutów konkretne badania, a instytut wykonuje je na zlecenie. I tu widzi największe pole do współpracy. - Inny typ współpracy to sytuacja, w której spółka ma pomysł, ale nie jest w stanie samodzielnie opracować technologii. Wówczas zwracamy się do instytutów - powiedział Korczagin. Zdarza się też, choć rzadziej, że inicjatywa wychodzi od naukowców, którzy opracowują rozwiązanie i pytają, czy grupa jest nim zainteresowana.

- Czas jest cenny. Jeśli można pomysł opracować szybciej dzięki instytutom, chętnie korzystamy z tej okazji. Mamy też świadomość, że nie znamy się na wszystkim - powiedział Korczagin. - Warunkiem jest, by projekt był zgodny z naszą strategią. Inne ważne kwestie, o które rozbija się wiele propozycji na etapie wstępnym, to poziom gotowości technologii i kwestie własności intelektualnej, zarządzania nią. Wszystko musi się spinać biznesowo - dodał.

Firmy podkreślają potrzebę innowacji w procesie produkcyjnym i w ofercie. Grzegorz Kądzielawski poinformował, że Grupa Azoty poszukuje nowatorskich rozwiązań m.in. w zakresie inżynierii materiałowej, nowych materiałów, magazynów energii, czy tworzyw sztucznych. - Kładziemy duży nacisk na dywersyfikację, na produkty niskotonażowe, wysokomarżowe, chemię specjalistyczną, zaawansowane materiały, ale też technologie druku 3D, czy rozwój technologii do syntezy organicznej - powiedział. - W przypadku gdy otrzymalibyśmy projekty ze wskazanych obszarów, spełniające nasze oczekiwania techniczne, dajemy sobie 14 dni na decyzję. Bardzo pilnujemy tego terminu - dodał.

Ekologia - numer jeden

Uczestnicy debaty podkreślali, że innowacje muszą być ukierunkowane na ochronę środowiska. I to ten obszar jest szansą i wyzwaniem zarówno dla instytutów naukowych, jak i firm. - Chemia kojarzy się z zatruwaniem środowiska. Niewiele robimy a dużo mówimy. To jest olbrzymi obszar do zagospodarowania przez polską naukę, wszystko jedno czy zlokalizowana przy przedsiębiorstwach, czy scentralizowana w instytutach - powiedział Zbigniew Warmuz, prezes Synthosa.

W tym kierunku podąża między innymi mała spółka rodzinna Silesian Polymers, której przedstawiciele zostali zaproszeni do debaty. Przedsiębiorstwo działa od 2012 roku, uczestniczy w licznych projektach badawczo-rozwojowych, również na polu unijnym.  - Opracowujemy kompozyt PHB do zastosowań technicznych. To podstawa do wytworzenia nowych tworzyw, będą to tworzywa biodegradowalne. Są one o tyle lepsze i ciekawsze, że wykorzystujemy do ich wytworzenia substancje nam niepotrzebne, jak np. ścieki, czy pozostałości upraw rolnych - liście, łodygi czy odpady celulozowe - powiedział Paweł Soja, dyrektor zarządzający spółki.

Wyprodukowanie mieszanki w skali laboratoryjnej nastąpiło półtora roku temu. Obecnie projekt jest na etapie przenoszenia ze skali laboratoryjnej na makroskalę. Soja wyjaśnił, że materiał, który może posłużyć do produkcji kubeczków, patyczków, osłon do aparatów komórkowych i wielu innych przedmiotów jest w stanie rozłożyć się w ciągu 45-60 dni. być to problem. - Biolimery, bo tak chcemy nazwać linię, to nasz wkład w ochronę planety - podsumował Soja.

morb

Dowiedz się więcej na temat: badania naukowe | polskie firmy | rozwój biznesu | innowacyjna firma

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM