Przejdź na stronę główną Interia.pl

W kredytach osiągnęliśmy sufit zadłużenia

Zaciągamy coraz więcej kredytów i nasze zadłużenie w kredytach konsumpcyjnych jest już wysokie. Na razie je dobrze spłacamy, ale są obszary, gdzie widać wyższe ryzyko. Banki i sami kredytobiorcy powinni mieć uważać, bo w gospodarce mogą przyjść gorsze czasy - mówi Mariusz Cholewa, który podczas Kongresu Consumer Finance 5 grudnia będzie prezentował prognozy dla tego rynku i mówił o wyzwaniach.

Jacek Ramotowski, Interia: Banki udzielają kredytów pełnymi garściami. Kiedy gospodarka zwolni czeka nas znowu kryzys zadłużenia?

Reklama

- Mariusz Cholewa, prezes Biura Informacji Kredytowej: - Póki co nie wygląda na to, żebyśmy zmierzali do jakiegoś dużego kryzysu zadłużenia mogącego znacząco wpłynąć na system finansowy. Ale mamy do spłaty 179 mld zł kredytów konsumpcyjnych, z tego 160,1 mld zł gotówkowych.

Sporo. Czy jesteśmy blisko sufitu?

- To zależy, jak na to patrzymy. Jeśli spojrzymy na wskaźnik kredytów konsumpcyjnych do PKB to wydaje się, że obecny poziom 9 proc., utrzymujący się od kilku lat, jest już sufitem. Jesteśmy wśród krajów o najwyższym wskaźniku w Europie. Natomiast jeśli spojrzymy na wartość nominalną, to jest jeszcze przestrzeń do spokojnego wzrostu sprzedaży kredytów konsumpcyjnych, szczególnie przy rosnących zarobkach i rekordowo niskich stopach procentowych.

Jakie ryzyka widać w okolicy sufitu?

- Widać je w kilku miejscach. Banki sprzedają dużo kredytów na wysokie kwoty. Kredyty powyżej 50 tys. zł stanowią ok. 40 proc. nowo udzielonych w tym roku. A te kredyty są dużo bardziej szkodowe niż kredyty na niższe kwoty. 

Co jeszcze?

- Inne ryzyko związane jest z przedłużaniem umownego okresu kredytowego. 75 proc. kredytów gotówkowych udziela się na ponad cztery lata. Średni okres umowy wynosi 47 miesięcy, a w 2012 r. było to 24 miesiące. Różnica między okresem umownym a rzeczywistym dawniej była niewielka - jeśli ktoś brał kredyt na 24 miesiące, spłacał go w 17-18 miesięcy, ewentualnie zaciągał nowy kredyt. Teraz kredyt spłacany jest po 23-24 miesiącach. Często oznacza to, że w połowie umownego czasu spłaty jest zastępowany nowym kredytem. Póki mamy dobrą sytuację w gospodarce, niskie stopy procentowe, klienci zadłużają się odważnie.

Jak bardzo może to być niebezpieczne?

- Jeśli będzie spowolnienie i stopy procentowe wzrosną, kolejny kredyt będzie trudniej spłacać. Ale jest jeszcze inny obszar ryzyka, na styku pomiędzy bankami a firmami pożyczkowymi. Dotyczy ono klientów firm pożyczkowych, którzy mają też kredyt w banku. Takich klientów firm pożyczkowych jest 80 proc., czyli blisko 400 tys. osób. Mają w bankach zadłużenie na 24,2 mld zł, a w firmach pożyczkowych na 5,3 mld zł. W dodatku 43 proc. z tych klientów, czyli ok. 160 tys. osób ma przynajmniej jeden kredyt albo pożyczkę przeterminowaną powyżej 90 dni. Jeśli np. nie mieliby możliwości refinansowania tych zobowiązań, czyli zaciągania innych na ich spłatę, spowodowałoby to spory kłopot i dla banków, i dla firm pożyczkowych, a przed wszystkim dla kredytobiorców.

Ludzie zadłużają się w dobrej sytuacji gospodarczej odważnie, ale czy po sufit?

- Jest taka grupa. W porównaniu z zeszłym rokiem banki sprzedają o kilka procent więcej kredytów konsumpcyjnych wartościowo dlatego, że udzielają więcej kredytów na wysokie kwoty. Tych na niskie kwoty udzielają wciąż mniej i mniej. W kredytach na drobne kwoty do tysiąca złotych 83 proc. tortu przypada na firmy pożyczkowe, które w całości finansowania gotówkowego mają tylko 7,8 proc. udziału. Ich głównymi klientami są ludzie młodzi. W tym roku firmy te udzieliły pożyczki o wartości o 2 proc. niższej niż w zeszłym roku, coraz mniej klientów zaciąga też swoją pierwszą pożyczkę w życiu.

Ilu ludzi w Polsce zadłużonych jest nadmiernie?

- Przyjmujemy, że nadmiernie zadłużony jest już na pewno ktoś, kto spłaca 10 zobowiązań lub więcej. Liczba takich ludzi rośnie i jest ich obecnie ok. 100 tys. Połowa z nich to klienci zarówno banków, jak firm pożyczkowych. Ok. 21 proc. ich kredytów, to kredyty przeterminowane. To już sporo.

Czy ryzyka, o których pan mówi, już się materializują?

- Na razie kredyty konsumpcyjne są dobrze spłacane. Szkodowość jest zbliżona do poziomu z ostatnich lat. Ale większa sprzedaż w segmentach klientów o większym ryzyku może się przełożyć na problemy ze spłacalnością w całym sektorze. Największa sprzedaż i największe ryzyko to zdecydowanie kredyty powyżej 50 tys. zł. Po 3-4 latach od udzielenia takiego kredytu niespłacalność wynosi 12 proc. i jest dwa razy wyższa od kredytów gotówkowych do 4 tys. zł.  

Mamy też boom na kredyty hipoteczne. Jakie ryzyka drzemią w nowych mieszkaniach?

- Nie widzimy, żeby kredyty mieszkaniowe się psuły. Nie widać też zagrożeń, które w krótkim okresie mogłyby wpłynąć na spłacalność tych kredytów. Bardziej szkodowe są kredyty wysokokwotowe, powyżej pół miliona złotych, ale tak było zawsze. Wśród takich kredytobiorców jest bardzo dużo przedsiębiorców, co może znaczyć, że takie kredyty są przez nich brane na finansowanie działalności gospodarczej. W ciągu 10 miesięcy tego roku banki udzieliły 54,6 mld zł kredytów mieszkaniowych, czyli o 14,4 proc. więcej niż w tym samym okresie zeszłego roku. Średnia kwota udzielanych kredytów także rośnie i przekracza już 270 tys. zł. Najbardziej rośnie w dużych miastach i na wysokie kwoty. Dopóki mamy niskie stopy procentowe, wszystko idzie dobrze, ale wzrost stóp mógłby tę sytuację zmienić. Rata byłaby wtedy znacznie wyższa i mogłyby się pojawić problemy ze spłatą. 

Co banki powinny w związku z tym zrobić?

- Banki robią przeglądy swoich polityk kredytowych i przyglądają się miejscom, gdzie są większe ryzyka. Nasze obserwacje pokazujemy na forum Związku Banków Polskich oraz  podczas indywidualnych spotkań. Banki monitorują ryzyka, są ostrożne jeśli chodzi o dodawanie nowych zobowiązań kredytobiorcom. Wzrost liczby osób mających 10 i więcej zobowiązań jest generowany głównie przez firmy pożyczkowe. Kowalski, który ma kredyt tylko w banku i Kowalski, który ma kredyt i pożyczkę to ludzie o zupełnie innym ryzyku. Grupa z pożyczką jest 3-5 lub nawet 7 razy bardziej ryzykowna. I to dotyczy każdego produktu - i gotówki i mieszkaniowego. Jeśli Kowalski korzysta z firmy pożyczkowej, jego ryzyko jest wielokrotnie większe i banki to wiedza, i są bardziej ostrożne.

Bardziej ostrożne niż w latach 2006-8?

- Tak. Nauczyły się bardzo wiele, wpłynęły też na to regulacje. Bank nie może dać kredytu osobie mającej zbyt wysokie zadłużenie w stosunku do dochodów (wskaźnik DtI), która może tych spłat nie udźwignąć. Takie spojrzenie przydałoby się także w firmach pożyczkowych, żeby częściej oceniały Kowalskiego nie tylko przez pryzmat ryzyka, ale też tego, czy stać go na spłatę zobowiązań. Firmy pożyczkowe mają swoje wewnętrzne modele, biorą też pod uwagę wysokość dochodów, ale banki mają rekomendację Komisji Nadzoru Finansowego w tym zakresie. Generalnie jednak można jednak powiedzieć, że klienci indywidualni też są bardziej rozważni.

Banki tworzą rezerwy w związku z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który we wrześniu orzekł, że mają zwrócić klientom część prowizji, jeśli ci spłacili przed czasem kredyt konsumpcyjny. Jak to orzeczenie może wpłynąć na politykę kredytową banków?

- Blisko połowa sprzedaży kredytów gotówkowych jest związana z konsolidacją, czy też braniem kolejnego kredytu, co oznacza, że osoba, która ma już jakiś kredyt, powiększa swoje zobowiązania. Czasami jest tak dlatego, że w związku z dobrą sytuacją gospodarczą rośnie zdolność kredytowa i klient może dostać dodatkową gotówkę, a miesięczna rata mu się nie zmieni. Z punktu widzenia wyroku TSUE, różnica między umownym a rzeczywistym okresem spłaty jest problemem dla banków i uderza w ich wyniki. Myślę, że banki będą bardziej ostrożne z dawaniem długoterminowych kredytów, a w konsekwencji także kredytów na wysokie kwoty. Kowalskiemu było łatwiej wziąć kredyt na dłuższy okres, bo przy tej samej kwocie spłaca znacząco niższa ratę, a miał także możliwość refinansowania. Dlatego banki będą musiały przemyśleć politykę udzielania kredytów konsolidacyjnych. Do tej pory chętnie takich kredytów udzielały, ale skoro muszą zwrócić część prowizji, teraz pewnie będą trochę inaczej na to patrzeć.

Kogo pierwszego powali spowolnienie?

- Na początku dotknie małe firmy, mikroprzedsiębiorców. Wśród nich jest też grupa bardziej ryzykownych klientów. Tylko 20 proc. mikroprzedsiębiorców ma kredyty firmowe, ale prawie 80 proc. z mających kredyty firmowe jest też zadłużonych jako osoba prywatna. Ich łączne zadłużenie przekracza 100 mld zł, z tego 55 mld zł to zadłużenie firmowe. W ostatnich miesiącach widzimy już, że banki udzielają mniej kredytów dla mikroprzedsiębiorców i dla rolników. Portfel tych kredytów także się już pogarsza. Z tego sektora wychodzą zazwyczaj pierwsze sygnały.

Rozmawiał: Jacek Ramotowski

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM