Przejdź na stronę główną Interia.pl

Unijny budżet: głośne "nie" z Warszawy

Premier Mateusz Morawiecki i minister Konrad Szymański są osobami, które mają za zadanie wynegocjować jak najlepsze warunki finansowe dla naszego kraju, czyli po prostu wysokość funduszy na lata 2021-2027. Zdajemy sobie sprawę, że pewnie nie uda się wynegocjować takich środków, ale walczymy do tego pułapu 82,5 mld euro dotąd - mówi Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej.

Bartosz Bednarz, Interia: Jesteśmy w toku negocjacji nad budżetem unijnym na lata 2021 - 2027. Polska o oczekiwanych efektach rozmów mówi tak: potrzebujemy sprawiedliwego i ambitnego budżetu na rzecz odbudowy zaufania w integrację europejską. Jednocześnie wskazujemy, że najbardziej adekwatnym punktem odniesienia do dyskusji jest poziom przynajmniej 1,16 PNB. Co pani na to? W którym punkcie negocjacji jesteśmy?

Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej: Karty cały czas leżą na stole, zaproponowana kwota przez Komisję Europejską w maju - 64,4 mld euro dla Polski w ramach polityki spójności - leży na stole. Prezydencja fińska zaproponowała jej zmniejszenie. Nie tylko Polska nie zgadza się z tą propozycją, ale też inne kraje członkowskie. Jesteśmy cały czas w trakcie rozmów. Ale pamiętajmy o tym, że nie tylko wysokość budżetu jest ważna do wynegocjowania, ale też warunki realizacji poszczególnych programów, zarówno poziomy dofinansowania, jak i zasady, np. zasada N+, czy to będzie zasada N+2 czy N+3. Więc tu jest sporo kwestii, które trzeba wynegocjować z komisją po to, żebyśmy odpowiadali na potrzeby naszej gospodarki, naszych przedsiębiorców czy jednostek samorządowych. 

Reklama

Mamy tutaj duży rozdźwięk, jeśli chodzi wielkość wieloletnich ram finansowych: Skandynawia, Austria, Niemcy mówią, że chcieliby budżetu na poziomie 1 proc. Prezydencja fińska próbuje wyjść naprzeciw oczekiwaniom różnych krajów i mówi 1,07 proc. Polska wskazuję minimum 1,16 proc. PNB. Nie satysfakcjonuje nas 1,07 proc., może lepiej brać tę propozycję niż czekać na kolejną, niewykluczone, że gorszą? 

Nie, myślę, że trzeba czekać na lepszą propozycję. To nie jest ostateczna wersja. Są środki do tego, aby te pieniądze się znalazły w wyższej kwocie niż zaproponowała to prezydencja fińska. Na pewno są te 64,4 mld euro, które zostały zaproponowane przez KE. W propozycji prezydencji fińskiej zostały te fundusze zmniejszone i musimy walczyć o jak najwyższy ich poziom.  

Czyli nie godzimy się na razie na niższe środki w polityce spójności?

Nie godzimy się. W polityce spójności absolutnie nie. 

Celujemy w minimum 82,5 mld euro w ramach polityki spójności, czyli do poziomu zbliżonego do obecnej perspektywy? 

Byłoby to dla nas satysfakcjonujące, zdajemy sobie sprawę, że pewnie nie uda się wynegocjować takich środków, ale walczymy do tego pułapu 82,5 mld euro dotąd, aż uda się osiągnąć ten maksymalny, możliwy w tej perspektywie poziom.

Często słyszymy, że nie uda się: bo wychodzi Wielka Brytania z UE, bo spowolnienie gospodarcze, bo część krajów, część polityków może nie mieć ambicji, żeby podnosić pułap wydatków gospodarczych na kolejne lata. Ale pojawiają się też nowe polityki, nowe wyzwania, tj. zmiany klimatu, globalizacja, cyfryzacja, bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, migracje. Duży nacisk ma być położony na innowacje. Chcąc zrealizować nowe polityki UE budżet powinien być nawet wyższy niż 1,16 proc. produktu narodowego brutto i wynieść ok. 1,3 proc. PNB. Skąd te pieniądze wziąć na te wszystkie wydatki? 

Od państw członkowskich. Musimy szukać tych pieniędzy w składkach. Zaproponowaliśmy, aby były one większe. Wiemy też, że płatnicy netto, pomimo, że są płatnikami netto i nie otrzymują dotacji, zyskują na otwartym, jednolitym rynku, na zwiększającej się spójności między krajami i na tym, że pozostali płatnicy się rozwijają. Więc te zyski dla nich są naprawdę duże. 

Jest jeszcze jeden pogląd, który polska strona wyciąga na arenę dyskusji. Część krajów, jeśli chce ciąć środki na politykę spójności, to Polska mówi, że najpierw powinni poszukać oszczędności u siebie i ograniczać własne priorytety w ramach WRF. To nie pomaga chyba w negocjacjach... 

Nie pomaga. Pamiętajmy o tym, że jeśli rozmawiamy o pieniądzach to zawsze pojawiają się spory. Każdy dla swojego kraju chce tych środków zdobyć jak najwięcej. Więc te nieporozumienia zawsze będą się pojawiać w pewnym momencie, ale ważne, aby w ramach negocjacji szukać sojuszników i odpowiednich partnerstw do tego, żeby korzystnie wynegocjować budżet. 

Grupa przyjaciół spójności jest tym filarem, na którym Polska opiera negocjacje... 

...Tak. Na przyjaciołach spójności...

To 18 krajów, ale nie o największej sile głosu. 

Ale ważnych z gospodarczego punktu widzenia.

Jak pani przypuszcza, kiedy te negocjacje mogłyby się zakończyć? Zaraz kończy się prezydencja fińska, i UE wejdzie w półroczny okres prezydencji chorwackiej. Będzie przełom? 

Wydaje nam się, że nie, aczkolwiek pojawiają się pierwsze jaskółki zwiastujące wiosnę, to że prezydencja chorwacka może zakończyć negocjacje. 

Jak pani widzi w takim razie propozycje, by główne programy UE w większym lub mniejszym stopniu podporządkować polityce klimatycznej? Mamy nowy plan zaprezentowany przez szefową KE i padają tam pewne sugestie, że polityka spójności może być podporządkowana trendom klimatycznym, dążeniu UE do równowagi, neutralności w obszarze emisji.

Dla Polski nie byłoby to aż tak złe, pod warunkiem, że neutralność klimatyczna nie będzie odbywać się kosztem polityki spójności, bo wprowadzając nowe działania powinniśmy mieć na nie dodatkowe środki. Wiemy, że Polska wśród państw członkowskich ma największy problem, jeżeli chodzi o kwestie związane z neutralnością klimatyczną, bo największy obszar związany z wydobyciem węgla jest w naszym kraju. Polityka spójności dalej musi być gwarantem realizacji podstawowych celów. Mówimy o innowacjach dla przedsiębiorców, mówimy w ogóle o konieczności rozwoju innowacji, o konieczności rozwoju inwestycji w kwestiach środowiskowych, związanych z gospodarką ściekową, z oczyszczalniami ścieków. Oczywiście z energią i klimatem. Ale również kwestie transportowe. Transportu drogowego i kolejowego. I tutaj, z jednej strony, komisja mówi jak ważna jest neutralność klimatyczna, ale z drugiej strony w swoich założeniach nie wszystkie działania, które według nas wpływają na poprawę jakości środowiska, mogą być zaliczane jako te, które tą neutralność klimatyczną wypełniają. Czyli np. kolej, która jest niskoemisyjnym środkiem transportu nie jest zaliczana do tzw. markerów realizujących działania klimatyczne. 

Nad czym pracuje dzisiaj Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej?

Premier Mateusz Morawiecki i minister Konrad Szymański są osobami, które mają za zadanie wynegocjować jak najlepsze warunki finansowe dla naszego kraju, czyli po prostu wysokość funduszy na lata 2021-2027. Natomiast nasze ministerstwo stoi przed zadaniem, by wynegocjować te najlepsze warunki do realizacji projektów, czyli to, co będzie w programach, jakie będą poziomy dofinansowania i jakie będą zasady ich realizacji. Czyli wszystkie rozporządzenia, umowa partnerstwa, przygotowanie programów operacyjnych krajowych, wynegocjowanie programów regionalnych. 

Czy to już mamy i czekamy tylko na to, żeby premier powiedział, jaka przypadnie Polsce kwota w nowej perspektywie? 

Jeszcze są do uzgodnienia pewne niuanse, natomiast mamy przygotowaną umowę partnerstwa, czyli ten najważniejszy dokument pomiędzy nami a Komisją Europejską, który wskazuje kierunki działań. Jesteśmy w trakcie jej przygotowywania, trwają ostateczne uzgodnienia. Mamy zarysy programów krajowych. Rozmawiamy w ramach grupy roboczej z regionami jako tymi, którzy będą odpowiedzialni za regionalne programy operacyjne. Rozmawiamy w zakresie ich potrzeb. Chcielibyśmy, żeby zacząć od potrzeb regionów a nie od tego, jaką kwotę ma region na swoje działania. Najpierw powiedzcie nam, co byście chcieli u siebie realizować a dopiero później my powiemy, jaki jest na to budżet. 

Około 60 mld złotych po 2021 trafi do Polski na innowacje.

Kwota powstała z przeliczenia ogólnej alokacji, którą mamy i procentu, który ma być przeznaczony na tego typu działania. Mówimy o szerokich innowacjach. Środki te są przeznaczone dla przedsiębiorców, dla jednostek naukowych, na wdrażanie, na realizację innowacji, na prace badawczo-rozwojowe. Ale również wdrożenie tych pomysłów, które zostaną wypracowane w ramach prac badawczo - rozwojowych. Mówimy też o cyfryzacji, automatyzacji procedur produkcyjnych. Więc jest to kwota, którą wyliczyliśmy z przeliczenia alokacji, która na dzisiaj została przedstawiona Polsce, czyli tych 64,4 miliarda euro. 

Jaki ma pani pomysł na to, żeby w większym stopniu skorzystać z funduszy z programu Horyzont Europa? Jeśli chodzi o obecny program finansowania B+R, tj. Horyzont 2020 to Polska wciąż jest płatnikiem netto, tj. więcej wpłaca niż zyskuje.

Jesteśmy w trakcie ewaluacji i ustalenia, dlaczego jesteśmy ciągle płatnikami netto. Przede wszystkim musimy powiedzieć, że prace badawczo - rozwojowe, prace typowo innowacyjne, są bardzo ryzykownymi projektami. Polska to kraj małych i średnich przedsiębiorców. W prace badawczo - rozwojowe angażują się raczej firmy duże, ze stabilną pozycją na rynku, których na terenie naszego kraju jest niewiele. Zainteresowanie tymi pracami widzimy też na poziomie regionów w ramach realizacji programu krajowego Inteligentny Rozwój. Często naszych przedsiębiorców przeraża, że to jest program centralny, że stroną jest KE, że aplikacje należy przygotować w języku angielskim. Więc czasami są to bardzo prozaiczne bariery, które powodują, że przedsiębiorcy nie składają swoich wniosków. Dlatego też staramy się w ramach naszego ministerstwa stworzyć grupę, która będzie pomagać naszym przedsiębiorcom w tym, żeby sięgać po te środki. Na pewno na nową perspektywę finansową, ponieważ środków w Horyzoncie Europa będzie jeszcze więcej niż jest dotychczas, ponad 80 mld euro, chcielibyśmy zintensyfikować prace, żeby te środki w większym stopniu wykorzystać

Planujecie np. pomoc w budowaniu międzynarodowych konsorcjów?   

Oczywiście, jesteśmy na to gotowi. Jeśli przedsiębiorcy wyrażą taką chęć współpracy, to jak najbardziej. 

Wciąż są w Polsce regiony poniżej 50 proc. średniej unijnej. Mam na myśli województwo lubelskie, podkarpackie i warmińsko - mazurskie. W nich ten proces gonienia najbogatszych wciąż jest znacznie powolniejszy niż można by oczekiwać. Czy województwa Polski Wschodniej, te wciąż najbiedniejsze w kraju, mogą liczyć na jakiś nowy, dedykowany im pogram w nowej perspektywie finansowej? 

Jesteśmy w trakcie negocjacji z Komisja Europejska powtórzenia Programu Polski Wschodniej. Myślę, że przede wszystkim to, że są to regiony ściany wschodniej, czyli ten wzrost i rozwój był utrudniony, gdzie przepływ: czy w przypadku przedsiębiorców, czy w przypadku pracy był bardzo trudny. Ale też zapóźnienie rozwojowe, przede wszystkim bardzo trudny dostęp do ośrodków miejskich, gdzie można było znaleźć pracę. Czyli ciągle mówimy o konieczności dobrej komunikacji. Pamiętajmy też o tym, że część województw Polski Wschodniej, to województwa rolnicze o przewadze obszarów leśnych, zielonych, gdzie trudno też o ciężki przemysł, biznes, który mógłby przynosić dochody.

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej ma odpowiadać także za Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju. Czas już na aktualizację planu? 

Czas na przegląd i sprawdzenie tych wszystkich przedsięwzięć, które zostały zapisane w strategii, które się sprawdziły, które należałoby odpowiednio zaktualizować pod kątem przede wszystkim rozwoju gospodarczego i zastanowić się czy nie trzeba dołożyć nowych przedsięwzięć, które wykluły się w trakcie realizacji tych obecnych. Ale również te, które będą wynikać z negocjacji z Komisją Europejską. Myślę, że będziemy sprawdzać pod kątem tego, co można jeszcze usprawniać i co można do niej dołożyć. 

Inwestycje. To jest bolączka ostatnich czterech lat. W SOR zapisano 25 proc. do 2020 roku, dzisiaj jest to poniżej 18 proc. Czym ma być w kontekście wspierania inwestycji Narodowy Program Inwestycyjny? 

Przede wszystkim ma być planem i koordynacją dużych przedsięwzięć realizowanych na terenie kraju, za które będą odpowiadać poszczególne resorty. Chcemy w nim skupić przede wszystkim obszary transportowe i środowiskowe - transport zarówno drogowy jak i kolejowy. I te duże inwestycje, które powinny być koordynowane przez jeden resort też po to, żeby przyspieszyć ich realizację, po to, żeby trzymać rękę na pulsie tego, co się dzieje i w miarę szybko reagować na problemy, które będą się pojawiać. 

Duże inwestycje, czyli Centralny Port Komunikacyjny, przekop Mierzei Wiślanej, Via Carpatia? 

Tak, chociażby.

Resort funduszy będzie zarządzać tymi projektami? 

Ministerstwo funduszy będzie koordynować realizację tych projektów, ponieważ każdy z nich znajduje się w innym resorcie. 

I z którymi ministerstwami na początek zaczniecie rozmowy? 

Na początek zaczniemy z tymi, które mają największe opóźnienia w realizacji projektów już zapisanych w Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i chcielibyśmy sprawdzić, dlaczego te opóźnienia się pojawiają. Czy wynikają one z braku wykonawców na rynku, braku środków na realizację przedsięwzięć czy są inne formalne problemy legislacyjne w realizacji tych przedsięwzięć no i trzeba temu zacząć przeciwdziałać? 

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy mającej na celu wzmocnienie rozwoju Polski na poziomie krajowym, regionalnym i lokalnym. Na czym ma to polegać? 

Przede wszystkim na tym, że rezygnujemy ze strategii długookresowych. Wiemy, że jest to coś, co się nie sprawdziło. Lepsze są krótko- i średniookresowe strategie, takie, które pokazują, co w najbliższym czasie należałoby zrobić. Chcemy poprzez tego typu działania realizować strategię na poziomie lokalnym, tym najniższym. Nie jest to element obowiązkowy, aczkolwiek liczymy, że te strategie pojawią się oddolnie. Istnieje możliwość realizacji jednej strategii dla kilku gmin, dla jednego obszaru, który będzie rozwiązywał konkretne problemy. Ale też w ramach tych polityk rozwojowych chcielibyśmy zawrzeć elementy zagospodarowania przestrzennego, bo wiemy, że jest to obszar, który ciągle wymaga poprawy i doprecyzowania. Chcielibyśmy, żeby te strategie uporządkowały cały obszar: zarówno planowania strategicznego, gospodarczego, ale również kwestii związanych z zagospodarowaniem przestrzennym. Więc myślę, że te działania są właśnie po to, żeby ułatwić funkcjonowanie i planowanie włodarzom danych miejscowości. 

Co na to samorządy? 

Są to dokumenty, zasady współpracy wynikające z Krajowej Strategii Rozwoju Regionalnego i było to już konsultowane z samorządami w trakcie konsultacji społecznych tego dokumentu. Myślę, że odbiór tego jest dobry. Samorządy nie narzekają na tego typu zmiany. Są to też dokumenty, które ułatwią sięganie po środki unijne. Mają z nich też wynikać projekty, które samorządy chciałyby realizować. Przede wszystkich chodzi o to, żeby to były projekty strategiczne, duże, realizowane w porozumieniu z marszałkami województw, żeby marszałek też miał ogląd tego, co dzieje się w jego gminach. Żeby po pierwsze nie powielać inwestycji, żebyśmy nie budowali dwóch oczyszczalni ścieków w sąsiadujących ze sobą gminach, tylko jedną, która będzie obsługiwać większy obszar od razu. Zależy nam też na dobrej współpracy marszałków poszczególnych województw.  

Kiedy planuje pani większe spotkanie z włodarzami województw? 

Na początku przyszłego roku. Chcielibyśmy przede wszystkim porozmawiać o nowej perspektywie finansowej, ale też przyjrzeć się temu, co się dzieje w obecnych, regionalnych programach operacyjnych. Koniec roku to też pewne zobowiązania, które są do wykonania przez marszałków, czyli certyfikacja na odpowiednim poziomie. Widzimy, że ta certyfikacja nie będzie zagrożona, aczkolwiek brakuje nam jeszcze kilku miliardów do jej wykonania. Myślę, że to nie będzie trudne do wykonania do końca roku, ale oczywiście to monitorujemy. Dlatego chcielibyśmy wraz z początkiem roku podsumować 2019 r., porozmawiać o planach na rok 2020, przedyskutować to, co w nowej perspektywie finansowej.

Które województwa będą musiały przyspieszyć przed końcem obecnej perspektywy, żeby tych pieniędzy nie stracić?

Myślę, że takiego ryzyka nie ma. Wszystkie województwa realizują wskaźniki na podobnym poziomie. 

Zna pani język migowy? 

Migam. 

Przydaje się na co dzień w ministerstwie? 

Na co dzień niestety nie, bo nie mamy do czynienia z osobami głuchoniemymi. Szczególnie w pracy. Mamy w naszym ministerstwie dwie osoby, które nie słyszą, ale bardzo dobrze się porozumiewają, czytają z ruchu ust, więc nie mają z tym problemu. Czasem go wykorzystuję, jak jest potrzebny. 

Pytam nie bez powodu, bo ministerstwo funduszy zarządza też wieloletnim i wielomiliardowym programem Dostępność Plus. Przewiduje pani jakieś zmiany zasad jego realizacji?  

Zmian nie przewidujemy z tego względu, że program działa od roku. Chcielibyśmy zrealizować to, co zostało w nim zapisane. Trzy czwarte działań określonych w programie już zostało uruchomionych. Na pewno będziemy dodawać nowe działania. A będzie to wynikać też z tego jak wynegocjujemy nowy program finansowany z Europejskiego Funduszu Społecznego - na nową perspektywę finansową.

A jak na ten program zapatrują się samorządy, składają wnioski? 

Samorządy wiedzą o tym programie. Gminy chętnie korzystają ze wsparcia. W tej chwili realizujemy projekt jak podnoszenie kompetencji dla pracowników administracji publicznej, nadzoru budowlanego, ale również pracowników komunikacji publicznej z zasad współpracy, obsługi klientów, osób z niepełnosprawnościami, ale również seniorów. Przypomnijmy, że to jest nie tylko program dla osób z niepełnosprawnościami, ale również dla osób poruszających się z dużym bagażem, z wózkami dziecięcymi. Dla każdego, kto ma problemy z pokonaniem najmniejszej bariery, jak chociażby krawężnika na ulicy. 

Swoją rolę do odegrania ma także Bank Gospodarstwa Krajowego z Funduszem Dostępności. Czy rola polskiego banku rozwoju w finansowaniu inicjatyw zmierzających do likwidacji barier architektonicznych będzie w najbliższych latach rosnąć? 

Tak. BGK rozpoczął w tym miesiącu przyjmowanie i ocenę wniosków o udzielenie pożyczki, częściowo umarzalnej, w związku z tym, że Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej dołożyło środków do tych, którymi dysponowało ministerstwo funduszy. Dzisiaj mówimy o kwocie 100 milionów złotych, które mogą być przeznaczone na tego typu działania. Jest to dopiero początek. Przyszły rok to kolejne zasilenie Funduszu Dostępności, zarówno z solidarnościowego funduszu wsparcia osób niepełnosprawnych jak i ze środków, które są w dyspozycji BGK. Są to środki, które wracają z funduszy z perspektywy lat 2007-2013 i które będą powracać z perspektywy 2014-2020, czyli tzw. środki zwrotne.

Rozmawiał Bartosz Bednarz

Opr. Ewa Wysocka

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM