Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kwieciński: Polska będzie gotowa na nowy budżet UE

- Szanse, na to żebyśmy uchwalili budżet UE w tym roku są znikome - mówi w rozmowie z Interią minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński. Jego zdaniem, nastąpi to dopiero pod koniec 2020 r. - Niestety, może to oznaczać pewne opóźnienie w zatwierdzaniu programów operacyjnych przez Komisję Europejską - ocenia minister. Polska przygotowuje się na taki scenariusz i już dzisiaj opracowuje odpowiednie dokumenty.

Interia: Ostatnie dane makroekonomiczne potwierdzają bardzo dobrą kondycję polskiej gospodarki. Trudno jednak nie zauważyć też, że problemem staje się brak rąk do pracy, na co skarżą się przedsiębiorcy.

Reklama

Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju: Jeśli zbierzemy informacje z ostatnich tygodni to wśród nich można też znaleźć pozytywne niespodzianki, np. wysoki wzrost inwestycji w polskich firmach. Oczywiście dane GUS pokazują inwestycje w największych firmach, ale nawet najwięksi optymiści nie wierzyli w ich ponad 20-proc. wzrost.

- Okazało się, że firmom wyczerpały się możliwości, z których dotychczas korzystały i stąd nowe nakłady na zwiększenie mocy produkcyjnych. Dotąd firmy starały się zwiększać swój potencjał mniej ryzykownymi ruchami. Inwestycja to przedsięwzięcie na kilka lat, dlatego w krajach naszego regionu obserwowaliśmy raczej tendencje na zwiększanie zatrudnienia. Firmy uznały, że to będzie bardziej efektywny mechanizm, niż inwestycje. Dziś te możliwości się wyczerpują, a firmy inwestują w swoje moce produkcyjne, żeby zaspokoić potrzeby rynku. Popyt na rynku krajowym jest wysoki.

Świadczy o tym m.in. rekordowy poziom zaufania konsumentów.

- Popyt jest napędzany przez rosnące wynagrodzenia. Te rosną, bo mamy coraz niższe bezrobocie i trudno już dzisiaj pozyskać pracownika. Oczywiście mamy jeszcze pewne rezerwy w mniejszych miastach, na wsi czy wśród starszych i młodych pokoleń, ale proste możliwości pozyskania pracowników się wyczerpują, więc firmy nie tylko podnoszą płace, ale - czy tego chcą, czy nie - inwestują w automatyzację i robotyzację procesów. To oznacza, że będą coraz bardziej konkurencyjne na rynkach światowych.

Czym pan tłumaczy wzrost produktywności?

- Tak dynamiczny wzrost produktywności jest związany właśnie z inwestycjami w to, na co w Polsce czekaliśmy, czyli digitalizację całych przedsiębiorstw i poszczególnych procesów, automatyzację i robotyzację produkcji. To już niemal standard w przypadku międzynarodowych firm, które przychodzą inwestować w Polsce. Nie szukają tanich pracowników o prostych kwalifikacjach, tylko dobrych inżynierów czy informatyków, którym lepiej płacą. Cieszy mnie to, bo przy wysokim tempie wzrostu PKB chcieliśmy zapewnić wyższe płace i wyższy dochód rozporządzalny. Chcemy jednocześnie utrzymać wysoki poziom produktywności, i dobrze, żeby był on porównywalny ze wzrostem wynagrodzeń.

W którym miejscu, jeśli chodzi o negocjacje nad unijnym budżetem dzisiaj jesteśmy?

- Dosyć mocno jesteśmy zaawansowani w rozmowach technicznych, czyli o tym, co będziemy finansować w nowej perspektywie, jakie będą zasady. Te kwestie dotyczą wielu obszarów budżetu na kolejne 7 lat, w tym również polityki spójności. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że postęp w najważniejszych negocjacyjnie elementach dotyczących nowej perspektywy, czyli sprawach finansowych, jest niezauważalny. Szanse, na to żebyśmy budżet UE uchwalili w tym roku są znikome. Zresztą myślę, że już większość polityków, którzy jeszcze niedawno optymistycznie patrzyli na te sprawy, pogodziła się z tym, że to już nie będzie w 2019 r. Coraz częściej mówi się o I połowie przyszłego roku, czyli o prezydencji chorwackiej. Przyznam jednak, że bardziej bym stawiał na drugą połowę 2020 r., kiedy to Niemcy będą przewodniczyć Radzie UE. Wiele krajów liczy na to, że to Niemcy doprowadzą do osiągnięcia kompromisu w sprawie nowego budżetu.

A rozważany dzisiaj budżet eurogrupy, jakie może mieć konsekwencje z punktu widzenia Polski?

- W tej chwili budżet dla eurogrupy ma być częścią ogólnego budżetu UE, a nie odrębnym, zewnętrznym źródłem finansowym. To jest rozwiązanie, które zdecydowanie preferujemy, dlatego, że będzie to traktowane jako instrument, który ma przeciwdziałać ewentualnym kryzysom. Budżet dla grupy euro, może być również wykorzystywany w odniesieniu do innych krajów, które musiałyby z tego typu instrumentu skorzystać, pod warunkiem, że będą partycypować w jego tworzeniu. Rozmowy nadal jednak trwają. Poczekajmy na ostateczny kształt uzgodnień.

Powinniśmy się spieszyć z negocjacjami nad nową perspektywą?

- To prawdopodobne przesunięcie zakończenia negocjacji na rok 2020 oznacza, że zatwierdzenie kolejnej perspektywy finansowej odbyłoby się tak jak zawsze, to znaczy w ostatniej połowie roku, poprzedzającego jej start. Kto wie, czy nawet nie w ostatnim kwartale. Ta nie najlepsza tradycja dwóch poprzednich perspektyw pokazywała, że do ostatnich uzgodnień dochodziło dopiero w kwartale poprzedzającym start nowej perspektywy. Niestety może to oznaczać pewne opóźnienie w zatwierdzaniu programów operacyjnych przez Komisję Europejską, a konieczność spełnienia dodatkowych wymogów, które będą stanowione na nową perspektywę, może prowadzić do dodatkowych opóźnień. Polska się do tego przygotowuje. Nie czekamy aż ostateczny kształt nowego budżetu będzie uzgodniony. Już w tej chwili przygotowujemy tzw. umowę partnerstwa, czyli najważniejszy dokument dla wdrażania funduszy polityki spójności, przygotowujemy programy operacyjne i prowadzimy nieformalne rozmowy z Komisją, żeby w sytuacji, kiedy dojdzie już do kompromisu, tylko powstawiać odpowiednie liczby do dokumentów strategicznych i przekazać do zatwierdzenia.

Zamieniłby pan Warszawę na Brukselę albo Luksemburg? Media wskazywały pana jako jednego z kandydatów np. na wiceprezesa Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

- Buławę komisarza nosi bardzo wielu dobrych kandydatów po naszej stronie sceny politycznej. Mamy wielu dobrych kandydatów spośród europosłów, z rządu, nawet widzę ekspertów z zewnątrz, którzy mogliby tam się znaleźć. Ale zazwyczaj silną pozycję uzyskują tam osoby rozpoznawalne na europejskim rynku, te które piastowały znaczące stanowiska w administracji we własnych krajach i które potrafią się w tym świecie poruszać. A nie jest to łatwy świat.

Czy EBI dobrze wypełnia dziś swoją misję?

- To szalenie ważny bank dla Unii Europejskiej, także dla naszego kraju, bo korzystamy rocznie z finansowania od EBI na kwotę 5 mld euro. To więc znaczące źródło pieniędzy na inwestycje w naszym kraju.

- Chodzi o to by bank był nastawiony na najważniejsze wyzwania gospodarcze, które mamy w UE. Kluczową kwestią jest podniesienie innowacyjności europejskiej gospodarki. To, że UE rozwijała się wolniej niż USA w ostatnich latach, to właśnie kwestia różnic w innowacyjności. Bank powinien odgrywać większą rolę w finansowaniu komercjalizacji innowacji w Europie. Dużo wydajemy na badania i rozwój, ale nie czerpiemy z tego proporcjonalnych korzyści. Na tego typu politykę trzeba nakierować takie instytucje jak EBI wraz z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym.

Już ktoś z panem rozmawiał a propos stanowiska w EBI?

- Jeśli chodzi o stanowisko w EBI to w tej chwili ubiegamy się o to, żeby od nowej kadencji Polska - mając wiceprezesa - brała udział w systemie rotacyjnym w mniejszym gronie i żeby ta rotacja trwała nie 2,5 roku jak dziś, tylko pełną kadencję, czyli 5 lat. Chcielibyśmy, żeby nasza pozycja była bardziej widoczna. Kolejną bardzo ważną rzeczą jest to, żeby głos naszego regionu był bardziej słyszalny, żeby nasz wiceprezes był od istotnych spraw, by odpowiadał za ważną część codziennej pracy EBI. Opowiadamy się również za tym, żeby rola EBI przy wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie zmalała. Chcielibyśmy, żeby siła finansowa EBI się wręcz zwiększyła i jesteśmy w stanie odpowiedzieć na te potrzeby. Wszystko po to, żeby siła finansowania projektów przez bank nie zmalała po brexicie, a nawet wzrosła.

Czy reforma dotycząca OFE i IKE, związana z uruchomieniem PPK, nie powinna być również okazją do całościowych zmian w systemie emerytalnym, np. w KRUS?

- Jak to się mówi, lepsze jest wrogiem dobrego. Pomysłów wobec OFE po zmianach w 2013/2014 roku było dużo, a my chcieliśmy, żeby ludzie mieli realny wybór i żeby oszczędności Polaków były inwestowane w Polsce. Jeśli chodzi o KRUS, zapytajmy o to tych, którzy nadzorują ten system. Oni przekonują, że utrzymywanie go ma sens, bo związane jest ze specyfiką pracy rolników czy, ujmując nieco szerzej, ludzi żyjących na wsi i z rolnictwem związanych. Trzeba mieć nad nim pieczę, ale to nie jest kluczowy instrument, który ma wpływ na kondycję polskich finansów publicznych.

bb / pc

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM