Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kobieto, walcz o podwyżkę

"Słaba płeć, a jednak najsilniejsza, słaba płeć, a jednak najmocniejsza" - śpiewał lata temu Eugeniusz Bodo. Jak to więc jest z kobietami, szczególnie na rynku pracy? Czy powinny mieć kompleksy wobec mężczyzn? Ten temat pojawił się na jednym z paneli podczas XXIX Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Z badań wynika, że dysproporcje na rynku pracy wydają się paradoksalne. To kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn, ale nie przekuwają tego w korzyści dla siebie. Zdecydowanie częściej aplikują na bezpłatne staże, podczas gdy mężczyźni już na tym etapie oczekują wynagrodzenia. Co więcej, kobiety już na starcie mają niższe oczekiwania płacowe. Rzadziej też walczą o swoje - podwyżkę wynagrodzenia lub awans w strukturze firmy.

Reklama

Zdumiewające są też inne wyniki badań - kobiety kończące studia, wchodzące na rynek pracy, mają średnio o 23 proc. niższe oczekiwania płacowe względem mężczyzn. Około 60 proc. kobiet wskazuje z kolei, że ich podstawowym celem jest rodzina i opieka nad osobami starszymi.

- Byłam zszokowana tym raportem - mówi Agnieszka Kłos, prezes Provident Polska. - Wchodziłam na rynek pracy ponad 20 lat temu i wydawało mi się, że doszło do zmiany pokoleniowej, że kobiety chcą budować swoją karierę. Badanie pokazało, że tylko 1/5 z nich myśli o karierze. Kolejna 1/5 wskazała, że kariera jest dla nich ważna, bo chcą rozwijać swoje zainteresowanie. Około 60 proc. uważa, że rodzina, dzieci, mąż, opieka nad starszymi to ich najważniejsze wyzwania życiowe. Szokujące doświadczenie - nie ukrywa.

Wyniki badania są zaskakujące tym bardziej, że rynek pracy się zmienia. Dziś to pracownik wyznacza standardy, o pracownika się walczy i się go docenia. Wszystko przez niskie bezrobocie i brak rąk do pracy. Tym samym wydawało się naturalne, że również kobiety będą szanowały siebie same i zaczną walczyć o swoje. Tak się jednak nie dzieje.

Inna sprawa, że na rynek pracy wchodzi dziś młodsze pokolenie, często określane mianem milenialsów. To grupa młodych ludzi urodzonych na przełomie wieku, którzy wydają się ambitni, przebojowi, być może nawet roszczeniowi. Jak się okazuje, często tę przebojowość tracą, a po jakimś czasie podążają utartym schematem.

- U nas wciąż dominuje myślenie o patriarchalnym modelu rodziny. Kobiety już na starcie godzą się, że będą zarabiały mniej. Trzeba uczyć już w domu nasze córki, że dadzą radę. Okazuje się, że pewien żart wcale nie jest żartem. Mowa o ogłoszeniu o pracę, w którym znajduje się 10 wymagań dla kandydatów. Facet, jeśli spełnia choć jedno, to aplikuje, a kobieta musi się upewnić, że spełnia wszystkie 10. Na tym polega różnica - mówił z kolei Przemysław Gdański z BNP Paribas.

Walka o wyższe płace już na starcie zawodowej kariery powinna być priorytetem dla wielu kobiet. W przeciwieństwie do mężczyzn bowiem, kobieta rzadziej dostaje podwyżkę. Rzadziej ją dostaje, bo rzadziej się o nią ubiega, ale na przeszkodzie staje także prozaiczna przyczyna - urlop macierzyński. Właśnie w tym czasie kobieta mogłaby dostać podwyżkę, ale przecież nie ma jej w pracy. W tym samym czasie mężczyzna często otrzymuje wyższe wynagrodzenie. Wobec tego z czasem różnice jeszcze się powiększają, więc wydaje się koniecznością, by już na początku kariery zawodowej kobieta walczyła o wysoką pensję.

Trzeba też przyznać, że wiele firm wychodzi naprzeciw oczekiwaniom kobiet powracającym do pracy po urlopie macierzyńskim. Ciekawym rozwiązaniem jest wprowadzanie kultury niepełnego etatu. Kobieta, która chciałaby wrócić do pracy, ale boi się, że nie pogodzi pracy na pełen etat z opieką nad dzieckiem, często wybiera drugą opcję. Firmy coraz chętniej robią ukłon wobec takiego pracownika i oferują mu pracę na niepełnym etacie - np. 3/5 etatu, ½ etatu. Jak się okazuje, kobiety chętnie korzystają z takiego rozwiązania, a z czasem przechodzą na pracę w pełnym wymiarze.

Inne rozwiązanie to zachęta do korzystania z urlopów tacierzyńskich. Rodzice mogą dogadywać się w tej kwestii i dzielić obowiązkami. Przy inicjatywie ojca kobiecie może być łatwiej wrócić do zawodu.

- Trzeba troszkę zmienić mentalność. Mężczyzna też może mówić, że przyjdzie później do pracy, bo np. jest rozpoczęcie roku szkolnego. To nie jest wstyd - zachęca Kamila Kaliszyk z Mastercard Europe. Dodaje też, że ważne jest zachęcanie kobiet do aplikowania. Bo mimo wysokich kompetencji są one wciąż zbyt bojaźliwe.

Kłos: - Kilka lat temu awansowałam na wysokie stanowisko. Mój przełożony pogratulował awansu i zapytał, co będę dalej robić. Zapytał, jakie kolejne stanowisko mnie interesuje. Nie myślałam o tym, bo po prostu cieszyłam się jak typowa kobieta. Po tej inspirującej rozmowie wiem, że trzeba zmienić sposób myślenia i walczyć o siebie.

Tymczasem zmiana myślenia i podejścia jest możliwa, co pokazuje przykład Wielkiej Brytanii. Tam, tak jak w Polsce, borykano się z podobnym problemem na początku wieku. Przykład jednak przyszedł z góry. Jak opowiada Emma Baines z brytyjskiej ambasady, w MSZ Wielkiej Brytanii w 2002 roku było bardzo mało kobiet na wysokich stanowiskach, również ambasadorów. W ciągu ostatnich 7-8 lat doszło do znaczących zmian. Jeśli jest wolne miejsce, a żadna kobieta nie aplikuje, to sam szef dyplomacji dzwoni do nich i do tego zachęca.

Prezentowane dane pochodzą z raportu przygotowanego przez platformę "Kierunek - Kobieta Biznesu" działającą przy Pracodawcach RP.

W dyskusji uczestniczyli: Emma Baines, Head of Policy, British Embassy, Katarzyna Dorsey, Yosh.ai, Przemysław Gdański, BNP Paribas, Kamila Kaliszyk, Mastercard Europe, Agnieszka Kłos, CEO Provident, Anna Rulkiewicz, Luxmed, Robert Zapotoczny, PFR portal PPK.

KuSza


Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM