Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dawid Jackiewicz, minister Skarbu Państwa specjalnie dla Interii: Nie możemy utracić kontroli

Albo poddajemy się regułom wolnorynkowym, prywatyzujemy podmioty, oddajemy zarządzanie w ręce profesjonalistów, ale tracimy wpływ i kontrolę nad niezwykle ważnymi obszarami gospodarki, albo próbujemy utrzymać kontrolę państwa w tych obszarach. To oznacza, że czasami, że możemy natrafiać na słabości wynikające z tego, że własny podmiot może być traktowany nieco bardziej z taryfą ulgową - z Ministrem Skarbu Państwa, Dawidem Jackiewiczem, rozmawiają Marek Tejchman (Dziennik Gazeta Prawna) i Paweł Czuryło (Interia)

Marek Tejchman (Dziennik Gazeta Prawna) :  W gospodarce,  zwłaszcza w związku z końcem jednej perspektywy unijnej, początkiem kolejnej, mieliśmy problem z inwestycjami. Część ekonomistów mówi, że zabrakło także inwestycji ze strony spółek Skarbu Państwa. Kiedy możemy spodziewać się skoku inwestycyjnego ze strony tych spółek?

Reklama

Dawid Jackiewicz: Po wejściu do Ministerstwa Skarbu Państwa zidentyfikowaliśmy wiele problemów, różnej natury, jeżeli chodzi o funkcjonowanie spółek Skarbu Państwa. Jednym z nich był brak komunikacji między nimi, czyli marnowanie potężnej szansy, jaką jest ten efekt synergii, wynikający ze współpracy. Coś, co wydaje się normą na świecie w różnych grupach kapitałowych spółek francuskich, niemieckich, holenderskich, u nas było ciągle traktowane jakby po macoszemu. Nie było prób nawiązania współpracy pomiędzy spółkami, albo na niewielką skalę. Okazało się, że w ciągu kilku pierwszych miesięcy udało się tę niemoc przełamać. Prezesi tych spółek siedli do stołu, zaczęli nawiązywać ze sobą współpracę na warunkach czysto rynkowych, szukając dla siebie jak najciekawszych ofert, doszło do porozumień o wartości nawet kilku miliardów złotych, pomiędzy grupą Azoty a PGNiG, pomiędzy KGHM a Polskim Holdingiem Nieruchomości.

To są inwestycje, które przyniosą poważne zyski, ale przede wszystkim miejsca pracy i podatki. To wszystko zostaje w naszym krwioobiegu gospodarczym i o to nam przede wszystkim chodziło. Drugi obszar, o którym było głośno, więc nie chcę dziś za bardzo do tego wracać, to były patologie, które zidentyfikowaliśmy w spółkach. Zakończyły postępowaniami w stosownych organach ścigania, i służbach. Trzeci obszar to są problemy inwestycyjne: bardzo wiele programów inwestycyjnych, liczonych w miliardach złotych, po prostu nie było realizowanych. Brakowało determinacji, woli i  sprawności w przygotowywaniu dokumentacji. Polska Grupa Energetyczna miała bardzo poważny, rozpisany na prawie 40 mld złotych, program inwestycyjny, którego nawet połowy nie była w stanie zrealizować przez ostatnie lata. Prezentacja nowego zarządu i nowej strategii, pokazuje, że w najbliższych latach czekają nas ponad 30 miliardowe inwestycje w odtworzenie mocy wytwórczych, w dokończenie tych inwestycji, które się już rozpoczęły, w nowe bloki inwestycyjne. Spodziewam się więc skoku inwestycyjnego, choć będzie on koincydencją wielu różnych wydarzeń, zmian w systemie podatkowym i programu, nad którym pracuje Ministerstwo Rozwoju.

Marek Tejchman (Dziennik Gazeta Prawna) : Historia zarządzania spółkami pokazuje jak bardzo ciężko jest zarządzać dużymi konglomeratami, sprawić, żeby ludzie ze sobą współdziałali, uruchomić jakiś projekt i móc się z niego wycofać, jeśli nie spełnia naszych oczekiwań. Jak widzi Pan możliwość weryfikowania podjętych decyzji o współpracy, w jaki sposób nie stać się więźniem decyzji, które się podjęło i okazały się błędne?

D.J.: Jeżeli chodzi o samą współpracę między spółkami z mojej strony to jest pewien impuls, zachęcanie do tego, żeby władze korporacyjne spółek zechciały poszukiwać możliwości współpracy. Natknąłem się nawet na takie sytuacje, gdzie dwie spółki nie chciały ze sobą prowadzić negocjacji, chociaż wydawałoby się, że są na siebie skazane ze względu na profil swojej działalności. Przyczyną było, że prezesi tych spółek kiedyś, lata temu, startowali do tego samego konkursu na to samo stanowisko, jeden zwyciężył, drugi nie i antypatia pozostała. Jeżeli takie rzeczy mają determinować sukces gospodarczy spółek, za które odpowiadam, gdzie jest zaangażowany państwowy polski kapitał, to ja się z tym po prostu nie zgadzam. Chcę przełamać tę niemoc, choć oczywiście ostatecznie decyzje zapadają w spółkach. To oni muszą rozważyć, czy w sensie biznesowym te porozumienia im się opłacają. Dlatego nie trzeba się potem z tego wycofywać, te decyzje są świadome, przekalkulowane i bezpieczne.

Paweł Czuryło (Interia): A propos tej opłacalności, czy będzie się opłacało spółkom Skarbu Państwa na przykład, zwiększanie udziału w sektorze bankowym?

D.J: To jest bardzo delikatny, bardzo wrażliwy obszar i delikatny moment, bo trwają pewne przymiarki do akwizycji w sektorze bankowym, wiemy o możliwościach związanych z zakupem Raiffeisen, wiemy o możliwościach związanych z zakupem Pekao S.A. Nie chciałbym popsuć jakichkolwiek elementów tych negocjacji, bo prowadzą je spółki na bazie własnych potrzeb, oczekiwań, analiz, ekspertyz. Ja powiem tylko tyle, ze strony politycznego nadzoru i programu, w którym Prawo i Sprawiedliwość przejęło władzę, repolonizacja, bo tak się najczęściej nazywa ten proces, czy też udomowienie banków, zwiększenie naszego zaangażowania w sektor bankowy jest bardzo potrzebne. Będziemy dopingować prezesów spółek, zwłaszcza tych, które mają na tyle duże możliwości finansowe, kapitałowe, żeby takie poważne banki jak Pekao S.A. nabyć.

Paweł Czuryło(Interia):  Czy są takie sektory, poza sektorem bankowym, gdzie Pan uważa, że znaczenie Skarbu Państwa powinno się zwiększyć?

D.J.: Powtórzę to, o czym mówił premier Węgier,  Wiktor Orban - o potrzebie posiadania zdecydowanego głosu i większościowego akcjonariatu w czterech obszarach. To obszar związany z bankowością, sektor energetyczny, jako ten, który odpowiedzialny jest za bezpieczeństwo energetyczne kraju, media i handel detaliczny. Z tego, co wiem Węgrzy osiągnęli sukces w trzech pierwszych, w czwartym toczą jeszcze walkę z wielkimi korporacjami, które mają wielkopowierzchniowe obiekty handlowe. Premier Orban wierzy, że i tam osiągnie sukces. Ja byłbym szczęśliwy, gdybyśmy w tych trzech pierwszych mieli zdecydowaną przewagę, bo są to trzy bardzo ważne sektory dla funkcjonowania państwa.

Marek Tejchman (Dziennik Gazeta Prawna): Świat zna sporo takich przypadków narodowych gigantów, którzy później przewracali się w zderzeniu z rzeczywistością rynku międzynarodowego, ze zmieniającym się otoczeniem czy konkurencją. W jaki sposób sprawić, żeby  aby chroniąc, nie wyhodować takiego nieodpornego dziecka?

D.J.: Ale jaką mamy alternatywę, albo poddajemy się regułom wolnorynkowym, prywatyzujemy te podmioty, oddajemy zarządzanie w ręce profesjonalistów, ale tracimy wpływ i kontrolę nad niezwykle ważnymi obszarami gospodarki, albo próbujemy utrzymać kontrolę państwa w tych obszarach. To oznacza, że czasami, że możemy natrafiać na słabości wynikające z tego, że własny podmiot może być traktowany nieco bardziej z taryfą ulgową. Wydaje mi się, że w takich obszarach jak, jak choćby KGHM Polska Miedź S.A., po pierwsze nie za bardzo jest konkurencja na rynku europejskim, niezależnie czy to będzie podmiot całkowicie sprywatyzowany, czy taki, w którym będziemy mieć jakiś kapitał. Ponadto przykłady krajów europejskich pokazują, że bardzo duże zaangażowanie i utrzymywanie kontroli, zwłaszcza nad sektorem energoelektrycznym, przez państwo nie powoduje, że te spółki są mniej konkurencyjne. Proszę spojrzeć na spółkę EDF czy Vattenfall, jest wiele spółek tego typu. Branże jak chemia, elektroenergetyka, paliwa, przemysł wydobywczy, gaz, są tymi w których państwo sobie doskonale radzi i świetnie zarządza. Pokutuje natomiast takie przeświadczenie, że jeśli coś jest państwowe to jest gorsze, ale o tym najczęściej mówią prezesi zagranicznych państwowych spółek, którzy przychodzą tutaj i mówią, chcielibyśmy, żebyście sprywatyzowali swoje spółki energetyczne, bo prywatne jest lepsze. Ale sami reprezentują państwo, Francję, Holandię, Wielką Brytanię, czy Finlandię.

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM