Przejdź na stronę główną Interia.pl

Analitycy: bez szans na znaczne umocnienie złotego

Niepewność, która zawładnęła rynkami walutowymi w ubiegłym roku, także w tym wcale się nie skończy. Kursy walut będą skakać jak walczące koguty. Analitycy nie widzą powodów, żeby nasz złoty wśród nich szczególnie wysoko szybował. Wskazują, że większe szanse są na osłabienie w kierunku 4,3 złotego za euro, niż na wzmocnienie do poziomu 4,1.

Jeszcze na przełomie roku na rynku walutowym jedno było pewne - tak jak w 2019 także w tym rządzić będzie na nim niepewność. Dopiero kiedy jej powody ustaną można będzie mówić o tym, jakie ukształtują się nowe trendy. Aż tu nagle trach - Amerykanie zabijają 3 stycznia w Bagdadzie najważniejszego irańskiego wojskowego Kasema Sulejmaniego. Do niepewności dochodzi jeszcze strach przed globalnym konfliktem. 

Reklama

W czwartek około 13.30 za euro na rynku płacono 4,24 zł.

Kto rozdawał karty na rynku walutowym w 2019 roku?

Oczywiście przede wszystkim Donald Trump. Po drugie - brytyjscy zwolennicy brexitu. A oprócz nich najważniejsze banki centralne, które wobec pogarszającej się światowej koniunktury zaczęły łagodzić politykę pieniężną - twierdzą analitycy globalnego banku HSBC.

Donald Trump ogłaszał w swych tweetach wciąż nowe "wojny handlowe", a te, które rozpoczął z Chinami półtora roku temu faktycznie doprowadziły do globalnego spowolnienia. W rytm kolejnych tweetów prezydenta USA dolar to słabł, to się wzmacniał. Analitycy HSBC ustalili, że ile razy groził Chinom, zaraz potem dolar umacniał się do chińskiej waluty -  renminbi. A to - paradoksalnie - było wbrew amerykańskim interesom handlowym z tym krajem.  

Drugim globalnym wydarzeniem był brexitowy thriller. Nie sposób powtórzyć wszystkich zwrotów akcji. Wpływał on głównie na wahania funta do innych walut, pokazując tym samym, że wraz z brexitem funt staje się stopniowo waluta coraz bardziej lokalną. W ciągu roku wahania funta do dolara sięgały nawet 12 proc., a do euro - aż 13 proc.

Z rządząca kursami w zeszłym roku niepewnością rynki walutowe "wjechały" w rok 2020. Ona wcale nie ustąpiła, choć sygnały pewnych zmian widać. Po pierwsze - jeszcze mgliście ale USA i Chiny sygnalizują, że w przyszłym tygodniu podpiszą "pierwszą fazę" porozumienia w sprawie ceł. Po drugie grudniowe wybory w Wielkiej Brytanii raczej przesądziły, że do brexitu dojdzie. Ale czy kwestie "wojen handlowych" i bexitu się już wyjaśnią? Wcale nie jest to pewne. 

- Rok 2020 ma być okresem dezeskalacji. Ma być pierwsza faza porozumienia USA-Chiny, więc perspektywy wzrostu powinny się poprawić. Są dane świadczące o tym, że w 2020 roku możemy zacząć wychodzić z dołka, obawy o globalną gospodarkę są lżejsze - mówi Interii  Rafał Sadoch, analityk biura maklerskiego mBanku.

- Istnieje ryzyko kumulacji negatywnych czynników, jak ponowna eskalacja konfliktu handlowego USA-Chiny - przewiduje jednak Jarosław Kosaty, strateg rynku walutowego w PKO BP.

Dlaczego? Bo Donald Trump nie raz już robił zwrot na pięcie, gdy wszystko wydawało się poukładane. Więc nawet jeśli porozumienie zostanie podpisane, szybko może zostać zerwane, gdyż w USA w listopadzie odbędą się wybory prezydenckie, a Donald Trump ma szanse na reelekcję. Ale może być też tak - gdyż w danych o wymianie handlowej miedzy USA a Chinami widać, że to gospodarka USA bardziej na "wojnach" traci - że ktoś rozsądny dojdzie do wniosku, iż konflikt trzeba naprawdę zakończyć. Wtedy gospodarka światowa odetchnie.

Przez 2020 rok Unia i Wielka Brytania mają negocjować umowę handlową po formalnym rozwodzie 31 stycznia. Przez ten czas będzie trwał okres przejściowy. Według analityków HSBC, dla kursu funta wciąż brexit i jego przebieg oraz negocjacje umowy będą kluczowe. Mało kto będzie zwracał uwagę na kwestie strukturalne brytyjskiej gospodarki, czy też na to, w jakiej jest ona fazie koniunktury.

Co wynika ze światowej niepewności?

Oczywiście duża zmienność kursów walut. Za euro 31 grudnia 2019 płacono 1,1213 dolara, czyli o 2,5 centa mniej niż rok wcześniej, a zatem o nieco ponad 2,2 proc. To nie jest duża zmiana, ale w ciągu dwóch lat euro osłabło z 1,25 do prawie 1,10 dolara, czyli o 12 proc. W 2019 roku wahania kursów obu walut sięgały aż 10 proc. To samo może powtórzyć się w tym roku.

Jak trwoga to do dolara. Tak reagują rynki. Ale tym razem po zabiciu irańskiego generała i odwetowych ostrzałach amerykańskich baz dolar wcale nie był "królem". Owszem, umocnił się do euro i walut rynków wschodzących, ale inwestorzy uciekali raczej do jena, franka i do złota. Po informacji o irańskich ostrzałach w odpowiedzi na zabicie Sulejmaniego notowania złota wystrzeliły powyżej 1600 dolarów za uncję. Nic dziwnego, że dolar nie jest "bezpieczną przystanią" skoro strzelają właśnie do Amerykanów.

"Zachowanie amerykańskiej waluty (...) nie potwierdza korelacji z innymi defensywnymi aktywami. Na wypadek działań militarnych zdecydowanie silniej powinien zyskiwać japoński jen oraz złoto, które pozostaje blisko 6-letnich ekstremów" - pisali analitycy Credit Agricole Bank Polska.

Co będzie się działo dalej na Bliskim Wschodzie? Nikt nie ma najmniejszej pewności. Pesymiści mówią, że to może być początek globalnego konfliktu. Optymiści - podpierając się wypowiedzią wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a o tym, że Iran nie będzie więcej atakował amerykańskich celów - uważają, że co najwyżej jeszcze trochę sobie postrzelają. Pewności nie ma, więc kursy walut będą skakać w rytm wystrzałów. 

Jeszcze na początku 2019 roku banki centralne najpotężniejszych gospodarek świata sygnalizowały, że nadszedł czas "normalizacji" polityki pieniężnej, czyli podwyżek stóp w ślad za rosnącymi cenami i zaprzestania tzw. łagodzenia ilościowego. Zresztą bank centralny USA Fed już od trzech lat podnosił stopy procentowe, a po długich wahaniach taką możliwość, zastrzegając, że jeszcze w odległej przyszłości, zasygnalizował również Europejski Bank Centralny.

Ale spowalniający globalny wzrost i niższe oczekiwania inflacyjne skłoniły w 2019 roku ponad 20 banków centralnych na całym świecie do obniżek stóp. Fed, Bank Rezerw Australii i Bank Rezerw Nowej Zelandii obniżyły je o 75 punktów bazowych. EBC, który od lat utrzymuje ujemne stopy, nie miał takiego pola manewru, ale jeszcze obniżył stopę depozytową o 10 pb do minus 0,5 proc. i wznowił skup aktywów w wysokości 20 mld euro miesięcznie. Fed od czerwca zaczął skupować bony skarbowe o wartości 60 mld dolarów miesięcznie. Czy to wystarczy dla poprawy sytuacji w gospodarce światowej?

- Bez dodatkowych stymulusów ekonomicznych w USA i Chinach, co jest wysoce prawdopodobne w perspektywie tego roku, szanse na silniejsze ożywienie gospodarcze w II połowie roku są bardzo ograniczone - mówi Jarosław Kosaty.

Pomimo obniżek stóp w USA dolar przez 2019 rok się umacniał, ponieważ amerykańska gospodarka rosła cały czas szybciej niż w większości krajów rozwiniętych. Czy tak samo będzie w tym roku? Analitycy HSBC prognozują, że euro raczej utrzyma w 2020 roku poziom 1,1 dolara i nie umocni się, póki nie pojawią się sygnały, że gospodarki europejskie naprawdę wyszły ze spowolnienia.

Stabilny jak złoty

Co w tej sytuacji będzie się działo w tym roku ze złotym? Spójrzmy najpierw wstecz. Od połowy 2018 roku złoty wyraźnie się uspokoił po okresie stosunkowo dużej zmienności w latach 2015-2017. Był bardziej stabilny niż wiele innych walut, bo wahania jego kursu do euro ledwo przekroczyły 16 groszy w górę i w dół, czyli niespełna 4 proc.

Tylko przez dwa miesiące, i to niecałe, złoty kosztował powyżej 4,35 za euro, a było to spowodowane obawami, czy banki nie "wywrócą" się z powodu orzeczeń sądów w sprawach kredytów frankowych. Stabilność kursu, czyli niewielka rozpiętość wahań, była podobna jak w dobrych dla złotego latach 2013-14, choć nasza waluta była nieco słabsza przez minione półtora roku niż w tamtym okresie.

Gdy popatrzymy rok do roku, złoty okazuje się jeszcze bardziej stabilny. Na koniec grudnia za euro płacono o 3,6 grosza mniej, co oznaczało umocnienie złotego o 0,8 proc. do tej waluty. Za dolara płacono o trochę ponad 5 groszy więcej niż na koniec 2018 roku, co oznacza osłabienie o 1,4 proc.

Złoty był stosunkowo silny, gdyż gospodarka - pomimo spowolnienia - rozwijała się znacznie szybciej niż w większości krajów Europy. Ale teraz wiadomo już, że spowolnienie będzie silniejsze. Analitycy zwracają uwagę, że przy tak silnym wzroście PKB w Polsce, złoty mógł się umocnić w zeszłym roku o wiele bardziej.  

- W roku 2020 bardziej istotne dla kursu złotego mogą się okazać dane z krajowej gospodarki, które w zeszłym roku nie miały na kurs wpływu. Bo gospodarka rosła o 5 proc. w 2018 roku, o ponad 4 proc. w ubiegłym, a teraz będzie dobrze, jeśli będzie 3 proc. - mówi Rafał Sadoch.

Dla złotego najważniejsze więc będzie w tym roku skala w jakiej wzrost  gospodarczy osłabnie, wyższa od oczekiwań inflacja i - być może - spodziewane straty największych polskich banków, które zapowiedziały, iż będą tworzyć rezerwy na poczet niekorzystnych dla nich orzeczeń sądów w sprawach o kredyty we frankach.

Do umacniania się złotego nie ma też innych powodów. Tzw. "pierwsza faza" porozumienia USA-Chiny, jeśli zostanie podpisana, nie powinna naszej walucie pomóc, choć rynki przyjmą ją z entuzjazmem.

- Zapowiedź pierwszej fazy umowy handlowej USA-Chiny w grudniu miała bardzo pozytywny wpływ na notowania złotego. Względem euro umocnił się on wtedy z 4,33 do nawet 4,23. Przyczyną tego ruchu było to, że Chiny są jednym z głównych partnerów strefy euro, a to w kolejnych okresach może wpływać na poprawę koniunktury w strefie euro, a przez to i w polskiej gospodarce. Umocnienie było nieproporcjonalne i może się okazać, że samo porozumienie nie będzie okazją do dalszego umocnienia złotego - mówi Jarosław Kosaty.

Dane o grudniowej inflacji, która podskoczyła do 3,4 proc. licząc rok do roku zaskoczyły analityków i rynki walutowe, ale dla kształtowania się kursu złotego ważne byłyby sygnały o ewentualności podwyżki stóp. Te jednak prezes NBP stanowczo wykluczył mówiąc, że niespodziewanie wysoka inflacja była w zasadzie zgodna z projekcją NBP.   

- Jeśli komunikaty Rady Polityki Pieniężnej zostaną odczytane jako chęć utrzymania stóp na obecnym poziomie bez względu na to, co dzieje się w gospodarce, złoty może zacząć tracić - powiedział Rafał Sadoch.

- Generalnie z aktualnych poziomów 4,23-4,24 złotego za euro większe szanse są na osłabienie raczej w kierunku 4,3 złotego za euro, niż na wzmocnienie do 4,1 - dodał.

Nie wiemy jeszcze kiedy i w jaki sposób banki zaksięgują oczekiwane straty w związku z rozstrzygnięciami sądów w sprawach o kredyty we frankach. Jeśli zrobią to "po bożemu" przynajmniej trzy polskie banki się mocno zachwieją. Kto wyłoży pieniądze na ich dokapitalizowanie, czy straty pokryje Bankowy fundusz Gwarancyjny, czy też państwo? Tego nie wiemy. Mamy zatem naszą lokalną, dodatkową niepewność.

Sytuacja na świecie - chyba że ułoży się zgodnie z marzeniami największych optymistów - też złotemu nie będzie sprzyjać.    

- Wydaje się, że pogarszająca się koniunktura w drugiej połowie roku, ewentualne wznowienie sporów handlowych USA-Chiny i perspektywa "twardego" brexitu, gdyż premier Boris Johnson jest sceptyczny co do przedłużenia okresu przejściowego, mogą być czynnikami powodującymi, że nastroje na rynkach będą dużo gorsze, a to będzie wpływało na osłabienie złotego - powiedział Jarosław Kosaty.

Argumentów za tym, że złoty w tym roku będzie słabszy, a nawet coraz słabszy jest dużo. Argumentów za tym, że miałby się umacniać - nie widać.

Jacek Ramotowski

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM