Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Wiatraki na morzu potrzebują jasnych regulacji

Wyzwaniem dla deweloperów farm wiatrowych na Bałtyku są regulacje dotyczące branży. Inwestor musi w trakcie całego procesu otrzymać około 60 zgód od szeregu organów. Projekty są czasochłonne i kosztowne. Do tego krajowym firmom brakuje doświadczenia i know-how. Dlatego poszukują partnerów zagranicznych, którzy wsparliby ich swoją wiedzą i przejęli część kosztów.

W trakcie debaty poświęconej morskiej energetyce wiatrowej, która odbyła się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, przedstawiciele sektora zastanawiali się nad wyzwaniami, problemami, ograniczeniami, ale i szansami związanymi z budową farm wiatrowych na Bałtyku.

Projekt Polityki Energetycznej Polski zakłada budowę do 2040 roku ponad 10 GW mocy w morskiej energetyce wiatrowej. Pierwsze farmy, zgodnie z założeniami, miałyby zacząć produkować prąd w okolicach 2025 - 2026 roku. - Ostatecznie może okazać się, że to będzie więcej niż 10 GW. Wszystko zależy od inwestorów. My tylko pokazujemy kierunek. Wskazując cel jakim jest 10 GW mówimy, że na dziś widzimy takie zapotrzebowanie - poinformował Piotr Czopek, dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej i Rozproszonej  w Ministerstwie Energii. Wraz ze zmieniającym się otoczeniem wielkości te mogą być inne, zarówno in plus, jak i in minus. - To, co jest planowane przez inwestorów dziś, będzie zrewidowane po przeprowadzeniu wymaganych badań. W dialogu, jaki prowadzimy z branżą, nie ma negatywnych głosów. Wydaje się, że na dziś wolumen jest rozsądnie zaplanowany - powiedział Czopek.

Reklama

Biurokracja hamuje proces

Uczestnicy dyskusji wskazywali na podstawową przeszkodę, jaką są ograniczenia administracyjne. - Przepisy administracyjne, procedury są bardzo złożone i w pewnej mierze nakładają się na siebie. W efekcie proces przeciągany jest w czasie - powiedział Jarosław Dybowski, dyrektor ds. energetyki PKN Orlen. - Potrzebna jest redukcja zbędnych wymogów administracyjnych i uproszczenie prawa, by firmy mogły zaplanować działania i zacząć podejmować inwestycje. Najlepiej uporządkować to w sposób zorganizowany odrębnym aktem prawnym - dodał Michał Kołodziejczyk z Equinora (dawny Statoil).

Przedstawiciele branży wskazywali, że do uruchomienia projektu potrzebna jest ogromna liczba  pozwoleń, decyzji, opinii - około 60. Zwracali uwagę, że proces przygotowania morskiej farmy wiatrowej regulują aż 23 akty prawne. Ponadto sam inwestor musi przygotować ponad 20 ekspertyz i analiz. - Tymczasem my potrzebujemy stabilnego, przejrzystego i przewidywalnego prawa, by realizować długoterminowe, warte miliardy euro inwestycje. Minimalizując ryzyko, minimalizujemy jednocześnie koszty dla konsumenta w ostatecznym rozliczeniu - powiedział Michał Kołodziejczyk z Equinora.

Konieczne jest jak najszybsze uchwalenie ustawy o morskich farmach wiatrowych. - Jej brak hamuje rozwój branży. Gdy się pojawi, będzie możliwość robienia map rozwoju z odpowiednim wyprzedzeniem - powiedział Adam Stolarz, dyrektor ds. inwestycji Agencji Rozwoju Przemysłu. - Otwieramy nową dziedzinę gospodarki, coś, przez co dopiero zaczynamy się przebijać. Ona musi być regulowana w nowy sposób. Musimy stworzyć spójny nowy dokument, by wskazać jasną ścieżkę dla inwestorów - dodał Jarosław Dybowski. Dodał, że budowa farm wiatrowych na morzu jest nieporównywalnie bardziej skomplikowana niż na lądzie i bardzo kosztowna. - By uchronić się przed ryzykiem, potrzebujemy uporządkowanego prawodawstwa. Nie chcemy ulg, tylko uprządkowania procesów administracyjnych - zaznaczył Dybowski.

Bez wspólnika ani rusz

Krajowe koncerny poszukują do realizacji morskich farm wiatrowych zagranicznych partnerów z doświadczeniem. - To  konieczne. Zaangażowanie międzynarodowych koncernów pozwoli nam dowieźć te projekty. Chodzi zarówno o wiedzę, doświadczenie, jak i "bankowalność" - powiedział Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Do pozyskania inwestora, który pomoże budować farmę na Bałtyku, przygotowuje się m.in. PKN Orlen. Spółka zamierza wybudować farmę o mocy do 1200 MW.  Koncern zakłada, że budowa ruszy najwcześniej w 2023 roku. Obecnie należąca do Orlenu firma Baltic Power bada warunki środowiskowe i wietrzność na obszarze posiadanej koncesji.

Proces poszukiwania wspólnika już się rozpoczął, z tego powodu PKN nie chce zdradzać zbyt wielu szczegółów. Koncern liczy, że inwestor zostanie wyłoniony do końca roku. - Brak nam w Polsce doświadczenia w tego typu projektach. Potrzebujemy kogoś, kto ma odpowiednią wiedzę, zna Bałtyk, Morze Północne, orientuje się w rynku dostawców, wykonawców i dostępnej technologii - powiedział Jarosław Dybowski z Orlenu. - Póki co zbudowaliśmy zespół ludzi młodych i ambitnych, ale bez doświadczenia, bo tego doświadczenia nikt w Polsce nie ma - dodał. Poinformował, że już dziś, na etapie przygotowań do prac geotechnicznych, przydałoby się wsparcie kogoś, kto przechodził przez ten proces. - Udział w projekcie inwestora z doświadczeniem jest kluczowy, by dojść do celu zgodnie z harmonogramem, by ten projekt do końca przeprowadzić - podsumował.

Morska energetyka szansą na przemysłu

Na rozwoju farm wiatrowych skorzystają nie tylko realizatorzy inwestycji i konsumenci prądu, ale również przemysł, który będzie dostarczał komponenty deweloperom. Jest to szansa dla polskich firm, które mogą być preferowanym dostawcą dla branży.

Mariusz Witoński, prezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej, ocenił, że plan zagospodarowania Bałtyku jest szansą na powstanie w Polsce całej nowej gałęzi gospodarki - innowacyjnej, perspektywicznej, dającej impuls do reindustrializacji, rewitalizacji sektorów, przede wszystkim gospodarki morskiej, ale też do rozwoju wielu sektorów tradycyjnych przemysłu w nowym wydaniu.

- Polski przemysł od 2009 roku z sukcesem dostarcza komponenty do morskich farm wiatrowych w Europie Zachodniej. (...) Krajowe przedsiębiorstwa od kilkunastu lat funkcjonują w tym przemyśle, dysponują odpowiednimi certyfikatami, są rozpoznawalne za granicą - powiedział. Dodał, że w Polsce jest około 40 małych i średnich firm gotowych realizować dostawy komponentów w charakterze poddostawców dla większych podmiotów.

- Morska energetyka wiatrowa może być motorem rozwoju polskiego przemysłu. To szansa dla takich firm jak GSG Towers, której jesteśmy właścicielem, czy Energomontaż - Północ, której przejęcie sfinalizujemy na przełomie pierwszego i drugiego półrocza - powiedział Adam Stolarz z Agencji Rozwoju Przemysłu. - Spodziewamy się, że 50 proc. dostaw i usług realizowanych będzie przez lokalne firmy, a nawet liczymy, że uda się ten próg podnieść do 80 proc. - dodał.

Adam Stolarz poinformował, że ARP chce zostać integratorem dostaw i usług dla morskiej energetyki wiatrowej w oparciu o własne zasoby, ale również zasoby współpracujących firm zewnętrznych. - Chcemy być jednym okienkiem do rozmów handlowych i technicznych (...). Chcemy wystąpić z pilotażowymi projektami przy projektach również w Europie Zachodniej, budując doświadczenie i zdolność do realizacji rodzimych projektów - powiedział.

Jak doprowadzić do tego, by lokalny przemysł wykorzystał swoją szansę? Ustawowe wskazanie konieczności realizowania dostaw od lokalnych producentów czy usługodawców jest niemożliwe ze względu na przepisy związane z ochroną konkurencji na rynku unijnym. Funkcjonujemy w ramach otwartego rynku europejskiego, który nie dopuszcza do preferowania konkretnych firm. - Analiza rozwiązań europejskich wskazuje, że najbardziej efektywny jest model brytyjski - powiedział Mariusz Witoński, prezes PTMEW.

Model ten bazuje na mechanizmie obligowania inwestora do przedstawiania deklaracji dotyczących uwzględnienia w łańcuchu dostaw przedsiębiorstw z rynku lokalnego. Nie ma tam kryterium narodowego, ale są inne, jak innowacyjność, rozwój zasobów ludzkich, wspieranie dekarbonizacji itd. Brytyjski rząd wysłał jednak do inwestorów sygnał, jakie ma oczekiwania w tym zakresie, a ci się do tego stosują. To porozumienie z gatunku "soft power", "based on trust". Na inwestorze spoczywa obowiązek sporządzenia i uzgodnienia w porozumieniu z przedsiębiorcami dokumentu, jakim jest plan łańcucha dostaw.

Monika Borkowska

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM