Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nie jesteśmy tacy eko

Jak psychologia tłumaczy nasze podejście do bycia eko? Czy jesteśmy podatni na przekaz emocjonalny? Czy bardziej działają groźby, czy zachęty? Jak stymulować prawidłowe postawy? Z psychologiem, dr. Adrianem Wójcikiem z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Monika Borkowska.

Monika Borkowska, Interia: Jakie jest podejście Polaków do ekologii?

Reklama

Dr Adrian Wójcik, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu: Na pytanie, czy kwestie ekologiczne są ważne, zdecydowana większość pytanych odpowiada, że troska o środowisko jest dla nich istotna. Na poziomie deklaratywnym wygląda to dobrze. Niekoniecznie przekłada się to jednak na działania i praktykę.

Brakuje nam motywacji, przekonania o potrzebie działań, czy też nie chcemy inwestować czasu, pieniędzy i energii? Z czego wynika ta rozbieżność?

- Zachowania jednostki tylko częściowo wynikają z wyznawanych przez nią wartości, przekonań. Psychologia społeczna podkreśla tutaj, że nasze zachowanie w dużej mierze wynika z otoczenia, w którym się znajdujemy. Możemy deklarować, że ekologia jest dla nas ważna, możemy w to nawet święcie wierzyć, nie potwierdzając jednocześnie tego codziennymi wyborami. Możemy na przykład zapewniać, że dbamy o planetę, a jednocześnie jeździć samochodem - bo mieszkamy pod miastem, bo musimy odwieźć dzieci do przedszkola, bo chcemy szybciej pokonać odległość i zaoszczędzić czas. Podobnie nie będziemy angażować się np. w recykling, jeżeli inni ludzie wokół nas tego nie robią, albo jeżeli kosze do niego są trudno dostępne. Przykłady tego typu można mnożyć.

Czy mają sens kampanie edukacyjne uświadamiające wagę problemu, wskazujące rozwiązania prośrodowiskowe, nakłaniające do zmiany nawyków?

- Te działania mogą być skuteczne, choć z reguły procentują z opóźnieniem - w dużej mierze są nakierowane na dzieci. Ich efekty będą więc widoczne w dłuższej perspektywie, powiedzmy dekady, gdy dzieci dorosną i będą dokonywały samodzielnych wyborów. Dodatkowo, dla ludzi ważne jest to, żeby wiedzieć, co powinno się robić, ale jeszcze ważniejsza jest obserwacja tego, co inni rzeczywiście robią. To jest tzw. norma opisowa i ona zwykle wpływa bardziej na zachowanie ludzi niż mówienie im, co powinni robić. Warto więc w działaniach edukacyjnych podkreślać częste występowanie zachowań proekologicznych. A jeżeli one nie są dominujące, to można pokazywać, że np. szybko się zmieniają na plus.

Może skuteczniejsze są programy oferujące zwyczajnie wsparcie finansowe na wymianę pieca czy termomodernizację?

- Programy pieniężne są bardzo skuteczne. Dofinansowanie konkretnych obszarów ma zdecydowanie największy wpływ na środowisko naturalne. Tego typu zachęty finansowe dają jednak jednorazowy efekt, odczuwalny dla otoczenia, ale nie będący impulsem do działań długofalowych, wynikających z naszych przekonań. Robię coś, bo jest dla mnie opłacalne, a przy okazji korzystne dla środowiska. W wyniku takich przedsięwzięć stymulowanych korzyściami finansowymi nasze podejście gruntownie się nie zmieni. Oczywiście to nadal ma sens z punktu widzenia środowiska. Bardziej ekologiczny piec będzie lepszy dla otoczenia niż stary kopciuch na węgiel. Jeszcze lepsze będzie wymiana ogrzewania na takie, które w ogóle nie prowadzi do emisji gazów cieplarnianych. Instalacja paneli fotowoltaicznych na dachu przyniesie wymierne korzyści i oszczędności w zużyciu energii z systemu. Podobnie termomodernizacja. Ale nie wpływa na trwałą zmianę postaw.

Jak zatem najskuteczniej nauczyć ludzi odpowiedzialności za środowisko?

- Przede wszystkim odejść od pojęć abstrakcyjnych na rzecz kwestii bardziej nam bliskich.  Odnosząc się do problemów środowiskowych mamy tendencję do mówienia o świecie, cywilizacji, planecie. To bardzo ogólny poziom. Oczywiście, zmiany klimatu, zagrożenia mikroplastikami faktycznie mają charakter globalny, przekraczają granice państwowe. Ale stawiają nas w roli wyłącznie obserwatorów. Bo co możemy jako jednostka z tym zrobić? Trzeba tak przedstawiać problem, byśmy mieli poczucie, że coś od nas zależy. Że podjęte przez nas działania mogą być skuteczne. Promując działania prośrodowiskowe powinniśmy więc koncentrować się na kwestiach lokalnych, zaczynać od własnego podwórka. Tak, by ludzie byli przekonani, że mają na coś wpływ.

Nie reagujemy na abstrakcyjne zagrożenia?

- Nie jesteśmy do tego przystosowani. Ludzie reagują na zagrożenia wyczuwalne, łatwe do zaobserwowania. Jeśli widzimy tygrysa - uciekamy. Zmiana klimatu nie jest w stanie zmusić nas do natychmiastowych reakcji. Warto więc pokazywać takie zagrożenie, które są namacalne. Tak było w przypadku smogu. Ten problem przebił się do powszechnej świadomości, bo dotyka nas na co dzień. Jeśli wychodzimy w mroźny dzień na ulicę, to mocno czujemy to zagrożenie - powietrze śmierdzi. Efekt potęgują dodatkowo czujniki informujące o stopniu zanieczyszczenia środowiska. Jeśli problem jest mierzalny - staje się realnym wyzwaniem.   

A co z emocjami? Strachem? Czy są wykorzystywane w kampaniach?

- Jeśli zagrożenie budzi negatywne emocje, jak wstręt, odraza, łatwiej jest ludzi zmobilizować do podjęcia działań zaradczych. Ale trzeba też pamiętać, że jeśli wzbudzamy takie negatywne emocje, powinniśmy też podać rozwiązanie, wskazać, co możemy z tym zagrożeniem indywidualnie jako jednostka zrobić. W jaki sposób je zmniejszyć. Ostatnio brałem udział w spotkaniu dotyczącym problematyki smogu, na którym pokazywano dużo konkretnych, gotowych do zastosowania rozwiązań. Na przykład  jeden z działaczy londyńskich stworzył aplikację dla rowerzystów, która umożliwia projektowanie trasy w taki sposób, by przejechać ulicami o jak najmniejszym stężeniu zanieczyszczeń. Ludzie chętnie podejmują tego typu inicjatywy.

Czy czynniki takie jak miejsce zamieszkania, wiek, wykształcenie wpływają na postrzeganie problemów środowiskowych?

- Jeśli chodzi o ogólne zagrożenia związane ze zmianami klimatu to niespecjalnie. Smogiem natomiast paradoksalne w większym stopniu są zainteresowani mieszkańcy miast, mimo że to na wsiach i w małych miejscowościach daje się on najmocniej we znaki ze względu na opalanie węglem, czy spalanie śmieci. Znów powraca nam tu kwestia mierzalności zagrożenia. W miastach mamy zwykle dość gęstą sieć czujników jakości powietrza. Ludzie mogą sprawdzić na bieżąco nie tylko jakie jest powietrze w ich mieście, ale nawet na ulicy, przy której mieszkają. Poza tym na wsiach ludzie nie mają pomysłu, co mogliby zrobić, by problem zlikwidować. Część z nich ma środków ani możliwości, by zainwestować w nowy piec. Umniejszają więc to zagrożenie, nie widząc prostego rozwiązania. Nie myślą o tym w kategoriach szkody, jaką wyrządzają sobie i otoczeniu. Uznanie, że szkodzimy dobru wspólnemu nie jest wygodną perspektywą z punktu widzenia psychologii.

Oddalają więc od siebie takie myśli.

- Tak. Tym bardziej, że nie szkodzą celowo. Nie ogrzewają węglem, żeby zanieczyścić środowisko, zwiększając stężenie benzopirenu w powietrzu, tylko po to, by zapewnić sobie ciepło. Podobnie jest z jazdą samochodem, lataniem samolotami - zachowaniami zdecydowanie negatywnie wpływającymi na otoczenie. Nie wynikają one z naszej złej woli szkodzenia planecie.

A kary? To efektywne narzędzie? Spełnia swoją rolę?

- Z punktu widzenia psychologii społecznej są akceptowane pod warunkiem jednak, że są skuteczne,  że prawdopodobieństwo ukarania złych zachowań jest duże. Mniej chodzi o dotkliwość finansową,  a bardziej właśnie o nieuchronność poniesienia konsekwencji. Póki co podejmowane interwencje odpowiednich organów, które miały zapobiegać paleniu śmieciami, nie są do końca skuteczne. Choć to w jakiejś mierze na pewno problem systemowy, związany z brakiem odpowiednich uprawnień.

Czy podejście do kwestii środowiskowych zmienia się w czasie? Jesteśmy bardziej  świadomi problemu, gotowi do działania?

- Pewne wyzwania, jak choćby przywoływany już wyżej smog, są dla nas oczywiste. Trochę bardziej świadomie podchodzimy do kwestii segregacji śmieci. Dużo się mówi o globalnym ociepleniu i jego skutkach. Pewne tematy pojawiają się w dyskursie politycznym, co zdecydowanie nagłaśnia konkretne problemy. Kwestie klimatyczne są istotnym tematem debat i dyskusji zarówno na unijnej, jak i na krajowej scenie politycznej. Myślę, że będzie to jeden z głównych wątków kampanii przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Pozostaje cieszyć się, że tematyka związana z ekologią zatacza coraz szersze kręgi, budując świadomość i poczucie odpowiedzialności za środowisko.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM