Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dlaczego nie zarabiamy na węglu?

Od 2013 r. średni jednostkowy koszt wydobycia przewyższa w Polsce średnią cenę zbytu tony węgla. Nadpodaż na rynkach światowych oraz rozwój innych źródeł energii obniża cenę czarnego złota. Czy polskie kopalnie sobie z tym poradzą?

Prognozy na najbliższe lata wyglądają tak czarno, jak sam węgiel. Bank Światowy prognozuje, że w 2016 r. ceny surowców energetycznych (ropa, gaz, węgiel) spadną średnio o ponad 19 proc. w porównaniu do 2015 r. Jak podaje Agencja Rozwoju Przemysłu, MAE obniżyła w grudniu swą pięcioletnią prognozę zapotrzebowania na węgiel przez trzeci kolejny rok. Jej zdaniem, zużycie węgla będzie wzrastać w tempie 0,8 proc. rocznie do 2020 r.

Reklama

Na polskim rynku prognozy wyglądają bardzo słabo. Np. zdaniem analityków DM PKO BP, ceny węgla w Polsce w 2016 r. będą o ok. 8-10 proc. niższe niż rok wcześniej, wyniosą 8,8-9 zł za 1 GJ (węgiel energetyczny).

Czy w takim razie powinniśmy zacierać ręce, że prąd będzie tańszy, skoro wciąż ponad 80 proc. energii elektrycznej w Polsce wytwarza się z węgla kamiennego i brunatnego? Nic bardziej mylnego.

Polski węgiel, a konkretnie ten wydobywany na Śląsku, tani jest tylko na papierze.

W ubiegłym roku średni jednostkowy koszt wydobycia tony węgla spadł bardzo nieznacznie w porównaniu z rokiem 2014 - z 309,42 zł do 296,15 zł. Z kolei średnia cena zbytu tony węgla zmniejszyła się z 275,91 zł w 20144 r. do 262,46 zł w 2015 r. (dane za rok 2015 obejmują tylko pierwsze trzy kwartały - takie dane zbiorcze na razie prezentuje resort energii). Dla porównania - jeszcze w 2011 r. średni koszt wydobycia tony węgla wynosił 286,65 zł, ale średnia cena zbytu aż 341,25 zł. Tendencję odwróciły się już w roku 2013, ale od tego czasu nie udało się wypracować rozwiązania pozwalającego na poprawę sytuacji w sektorze. To także dlatego prąd nie będzie tańszy dzięki pozornie taniemu węglowi - bo w ratowanie górnictwa w Polsce zaangażowana została energetyka, czyli największy odbiorca tego paliwa (roczna produkcja węgla kamiennego w Polsce wynosi łącznie ok. 70 mln ton, zużycie w energetyce to ok. 60 mln ton. Przy czym z ubiegłorocznego raportu firmy Roland Berger wynika, że o ile w 2013 r. polskie elektrownie potrzebowały rocznie około 65 mln ton miałów energetycznych, o tyle w roku 2020 będzie to tylko około 43 mln ton. I choć Polska importuje nadal kilka mln ton węgla rocznie, to nie kupują go polskie elektrownie - te bowiem wchodzące w skład największych grup energetycznych (PGE, Enea, Tauron, Energa) kontrolowanych przez Skarb Państwa muszą kupować krajowe paliwo.

Państwowy właściciel argumentuje jednak, że na górnictwo nie można patrzeć tylko przez pryzmat ekonomii i liczb (?), bo jest to gwarant bezpieczeństwa energetycznego kraju i stabilności dostaw.

Sęk w tym, że gdy spojrzymy na strukturę kosztów w sektorze węgla kamiennego, to wydaje się on lekko oderwany od rzeczywistości.

Nie ma pełnych danych Ministerstwa Energii za rok 2015, ale wystarczy spojrzeć na trzy kwartały. Łączne koszty produkcji węgla wyniosły 14,95 mld zł, z czego aż 46,9 proc. to koszty wynagrodzeń i ubezpieczeń społecznych. Na drugim miejscu (17,3 proc.) są usługi obce, a na trzecim (17,1 proc.) koszty materiałów i energii.

O ile w 2010 r. łączne koszty produkcji węgla wynosiły 19,89 mld zł, tak w 2013 r. już 22,68mld zł.

Niestety - nikomu jak na razie nie udało się podjąć w ostatnich kilkunastu latach decyzji politycznych, które pozwoliłyby za znaczące obniżenie kosztów produkcji węgla. Wszelkie działania miały charakter doraźny i krótkofalowy. Tych systemowych zabrakło. A górnictwo ma najsilniejsze w Polsce związki zawodowe (uzwiązkowienie branży przekracza 100 proc.), które nie pozwalają na wprowadzanie żadnych niemal zmian.

Przykładem niech będzie burzliwe powstawanie Polskiej Grupy Górniczej i negocjacje porozumienia ze stroną społeczną. Najpierw rząd proponował zamknięcie najbardziej nierentownych kopalń, co odciążyłoby nową spółkę, która zastąpiła Kompanię Węglową. Nie - na to zgody nie ma. Zaproponowano więc ograniczenia dotyczące m.in. wypłaty Barbórki (branżowa nagroda przyznawana z okazji Dnia Górnika, jest mniej więcej równowartością jednej miesięcznej pensji) oraz tzw. "czternastki", która w założeniu, gdy powstawała dawno temu miała być nagrodą z zysku (dodatek motywacyjny), a dziś bez względu na katastrofalne wyniki górnictwa i straty liczone w miliardach złotych, jest po prostu kolejną pensją. Na takie cięcia też zgody nie było. W efekcie w porozumieniu zapisano jedynie zawieszenie "czternastki" na dwa lata, a także redukcję zatrudnienia o ok. 4 tys. ludzi, ale bez zwolnień - chodzi o tzw. urlopy górnicze, które dopuszcza sektorowa ustawa (obejmują zatrudnionych w górnictwie, którym do emerytury zostały cztery lata lub mniej, w tym okresie dostają 75 proc. pensji i nie mają zakazu podjęcia pracy zarobkowej - ale pod warunkiem, że będzie to zatrudnienie poza górnictwem).

To pokazuje, że w najbliższym czasie nie należy się spodziewać obniżenia kosztów produkcji polskiego węgla, a co za tym idzie - zarabiania na nim.

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość tym, którym się to udaje - koszty obniżają lubelska Bogdanka (ona nawet zarabia na węglu, a strata netto za rok 2015 spowodowana była odpisami na aktywach) oraz prywatna PG Silesia w Czechowicach-Dziedzicach należąca do czeskiego koncernu EPH. W tych obu kopalniach, do niedawna obu prywatnych (obecnie w Bogdance 60 proc. akcji ma Enea), wydajność na jednego pracownika wynosi ponad 1000 ton/rok. W śląskich kopalniach podlegających resortowi energii to ok. 40 proc. mniej.

A bez znaczących cięć polski węgiel nie ma na razie szans być konkurencyjnym poza granicami Polski, gdy ceny tony paliwa w portach ARA (Amsterdam - Rotterdam - Antwerpia) utrzymują się na poziomie 45 dol.

Karolina Baca-Pogorzelska

www.gornictwo2-0.pl

Dowiedz się więcej na temat: górnictwo w Polsce | węgiel | wydobycie węgla | ceny węgla

Reklama

Najlepsze tematy

Partnerzy serwisu

PKO BP KGHM