Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jaka będzie polityka Fed z nowym szefem? (analiza)

Pomimo wyboru na prezesa przewidywalnego kontynuatora, jeszcze przez wiele miesięcy polityka amerykańskiego banku centralnego może okazać się mniej przewidywalna niż przez ostatnich kilka lat.

Choć szefem amerykańskiego banku centralnego zostanie w lutym przyszłego roku przewidywalny i umiarkowany Jerome Powell, zasiadający w Radzie Gubernatorów od ponad pięciu lat, nie sposób przewidzieć, jaka będzie polityka Fed i jakie będą jej skutki dla USA i świata.     

Reklama

Po globalnym kryzysie finansowym 2008 roku i zapaści gospodarczej Fed sprowadził główną stopę procentową do zera i zaczął "drukować" pieniądze, by pomóc gospodarce. Rozpoczął się okres ekstremalnie luźnej polityki pieniężnej. Gospodarka stopniowo zaczęła się rozpędzać. PKB USA wzrósł w II kwartale tego roku o 3,1 proc., inflacja w niektórych miesiącach przekraczała 2 proc. (2 proc. to długookresowy cel Fed), stopa bezrobocia wynosiła w październiku 4,1 proc. - najmniej od ponad 16 lat.

Rozpoczęta droga z podwyżkami stóp

Ponieważ sytuacja poprawia się od dłuższego czasu, amerykański bank centralny już w końcu 2015 roku, po raz pierwszy od globalnego kryzysu, podniósł stopę procentową funduszy federalnych. Drugi raz zrobił to w grudniu 2016, a trzeci - w marcu tego roku. Kolejna podwyżka stóp jest oczekiwana w grudniu.

Równocześnie Fed, którego bilans wskutek trzech programów skupu aktywów pęka w szwach od rządowych obligacji i wynosi 4,5 biliona dolarów, teraz chce go zmniejszyć. Na początek będą to małe kroki - po 10 mld dolarów miesięcznie. Nowy szef Fed Jerome Powell przez całą swoją kadencję w Radzie Gubernatorów popierał obecne ostrożne tempo wzrostu stóp procentowych oraz odchodzenia od łagodzenia ilościowego. Im lepiej z gospodarką, tym polityka pieniężna może być mniej łagodna. Ale zaostrzać trzeba ją krok po kroku.

Prezesem Fed do lutego pozostanie Janet Yellen, która odchodzi, gdyż podpadła prezydentowi Donaldowi Trumpowi. W styczniu, gdy jeszcze był on prezydentem-elektem, powiedziała, że zwlekanie z wprowadzeniem polityki pieniężnej na neutralny kurs może sprowadzić ryzyko przykrych niespodzianek - albo zbyt wysokiej inflacji, albo niestabilności finansowej, albo jednego i drugiego jednocześnie.

Donald Trump w kampanii wyborczej opowiadał, że gospodarka USA powinna rosnąć w tempie nawet 4 proc. rocznie, zamiast w okolicach 2 proc., jak to się działo w zasadzie od czasu, gdy przezwyciężyła kryzys. A temu “normalizacja" polityki Fed wcale by nie służyła. Wręcz przeciwnie - niskie stopy i dodruk pieniądza powinny nadal dawać gospodarce więcej paliwa.

Paradoksalne jest w tym wszystkim to, że Janet Yellen w opinii bankowych obserwatorów amerykańskiej polityki monetarnej uchodziła za "skrajną" gołębicę, a więc zwolenniczkę polityki łagodnej. Tymczasem powołany przez Baracka Obamę, zasiadający od 2012 roku w Radzie Gubernatorów oraz w komitecie FOMC decydującym o polityce pieniężnej Jerome Powell oceniany był (między innymi przez analityków Deutsche Banku) jako osoba sytuująca się w samym centrum - pomiędzy gołębiami a jastrzębiami. By sytuacja była bardziej skomplikowana, jest jeszcze drugi paradoks. W czerwcu prezydent USA po raz kolejny zapowiedział, że nie powoła Janet Yellen na drugą kadencję, bo - uwaga - tym razem była ona w jego ocenie zwolenniczką polityki zbyt łagodnej i jeśli prezesem pozostanie, to w Ameryce stopy procentowe będą za niskie. Wiadomo, że Donald Trump często zmienia zdanie - później jeszcze dał sygnał, że rozważy pozostawienie jej na stanowisku. W końcu jednak szefem Fed ma zostać jej zaufany i lojalny współpracownik Jerome Powell.

Kontynuacja i stabilność

Powell jest z wykształcenia prawnikiem i pochodzi z rodziny prawniczej od pokoleń. Urodził się - w sensie zawodowym - na Wall Street, pracował w bankach inwestycyjnych Dillon Read, Bankers Trust, Carlyle Group i w funduszach private equity. Za czasów pierwszej kadencji George’a W. Busha był podsekretarzem skarbu. Kiedy wydawało się, że w 2011 roku USA spadną w "fiskalną przepaść", nie mogąc zwiększyć długu publicznego, co było wówczas konieczne, Powell podjął się zakulisowych negocjacji na rzecz zmiany prawa i doprowadził do sukcesu. Na gubernatora Fed powołał go Barack Obama.

Lista kontrkandydatów Powella była dość długa, ale na ostatniej prostej liczyli się jedynie 47-letni "jastrząb" Kevin Warsh i John Taylor. Przypomnijmy - John Taylor, wybitny ekonomista-teoretyk, kilkukrotny kandydat do Nagrody Nobla, profesor Uniwersytetu Stanford. Ten sam, który wymyślił "regułę Taylora", matematyczną zasadę, którą - w jego ocenie - powinien kierować się bank centralny, prowadząc politykę monetarną, a więc ustalając wysokość stóp procentowych.

Nie wnikając w szczegóły, reguła ta bierze pod uwagę relację między realnym a potencjalnym wzrostem PKB z jednej strony, a inflacją z drugiej. Mówi, ile powinna wynosić neutralna (czyli najbardziej odpowiednia) dla gospodarki stopa procentowa w zależności od tego, jak pozostałe zmienne wzajemnie się wobec siebie kształtują. "Reguła Taylora" to oczywiście tylko teoretyczny model, ale nietrudno spotkać członków gremiów odpowiedzialnych za politykę monetarną banków centralnych, którzy traktują ją z największą powagą. Sam Taylor lobbował, by komitet FOMC posługiwał się w decyzjach jego regułą z mocy prawa.

O poglądach Johna Taylora na politykę pieniężną napisano już liczne doktoraty. O poglądach Jerome’a Powella na politykę monetarną nie wiadomo praktycznie nic. W ostatnich latach na ten temat mówił tylko raz, w lutym tego roku, na spotkaniu ekonomistów w nowojorskim Forecasters Club. Ale powiedział kilka bardzo ważnych rzeczy. Sprzeciwił się poleganiu na "regule Taylora".

"Reguła Taylora", podobnie jak inne reguły, jest pożyteczna dla polityki banku centralnego, ale jedynie jako element analizy. Nie może automatycznie przesądzać o decyzjach. "Nie potrafię wymyślić żadnego krytycznego, złożonego działania człowieka, które można zredukować do prostego równania" - mówił.

Powell chwalił też sukcesy dotychczasowej polityki Fed kierowanego przez Janet Yellen. - Uważam za stosowne stopniowe zacieśnianie polityki tak długo, jak długo gospodarka będzie zachowywać się mniej więcej tak, jak się spodziewamy. Jak zawsze, rzeczywista ścieżka może być szybsza lub wolniejsza niż oczekiwano i będzie zależeć od rozwoju sytuacji w gospodarce - powiedział.

Słowem - kontynuacja i stabilność. Pragmatyzm i elastyczności. Żadnej ideologii, doktrynerstwa czy trzymania się sztywnych reguł. Przewidywalność i neutralność. Czy taka będzie rzeczywiście polityka najważniejszego banku centralnego na świecie?

Wkrótce kolejne zmiany

Pomimo, że jego szefem będzie Jerome Powell, to wcale nie jest pewne. Gdy Donald Trump obejmował urząd, w siedmioosobowej Radzie Gubernatorów były nieobsadzone dwa miejsca. Od tego czasu dymisje złożyli Daniel Tarullo, odpowiedzialny za nadzór nad największymi amerykańskimi bankami oraz - we wrześniu - słynny ekonomista i bankier Stanley Fischer. Kadencja Janet Yellen w Radzie Gubernatorów jest znacznie dłuższa niż na stanowisku prezesa, ale niewykluczone, że ona również odejdzie z rady. Może się okazać, że Donald Trump będzie miał do obsadzenia nawet pięć miejsc. Kim je obsadzi? Jeden prezes niewiele w tym rachunku zmienia.  

Być może wobec lawiny dymisji członków Fed prezydent postawił na Jerome’a Powella, czyniąc w ten sposób rozpaczliwy gest mający świadczyć o kontynuacji - zobaczcie, nie będzie tu żadnej rewolucji. Ale i tak nie był to gest udany.

W kilka dni po desygnowaniu na stanowisko prezesa banku centralnego Jerome’a Powella szef nowojorskiego Fed William Dudley także ogłosił, że odejdzie w połowie przyszłego roku, choć jego kadencja miała trwać dłużej. Z racji swego stanowiska - podobnie jak wszyscy gubernatorzy Fed - zasiada on stale w komitecie FOMC. W tej sytuacji trzon komitetu może zostać całkiem zmieniony. Kto będzie prowadził politykę pieniężną i jaka ona będzie - wciąż pozostaje zupełną niewiadomą.  

Sprawa jest jeszcze o tyle skomplikowana, że w ciągu ostatnich kilku lat Fed bardzo czujnie zwracał uwagę, jakie znaczenie mają jego decyzje nie tylko dla USA, ale dla całej globalnej gospodarki. Co najmniej dwa razy z tego powodu wstrzymał się z podwyżkami stóp, nie chcąc destabilizować innych rynków.

A Fed może bardzo łatwo to zrobić. Kiedy w maju 2013 roku ówczesny szef Fed Ben Bernanke dał w Kongresie sygnał, że politykę pieniężną można by zaostrzyć, natychmiast kapitał zaczął odpływać z całego świata do USA. Wydarzenia na świecie przybrały dramatyczny obrót - zwłaszcza na rynku chińskim. Polskie obligacje rządowe też bardzo potaniały. Fed musiał się potem długo napracować, żeby sytuację uspokoić.

Czy w świetle zapowiedzi prezydenta USA o tym, że interesy Ameryki będą zawsze stać na pierwszym miejscu, to zagrożenie może się powtórzyć? Może, póki nowi członkowie Fed nie zajmą wakujących stanowisk i nie będzie wiadomo kim są i jakie mają poglądy. Pomimo wyboru na prezesa przewidywalnego kontynuatora, jeszcze przez wiele miesięcy polityka amerykańskiego banku centralnego może okazać się mniej przewidywalna niż przez ostatnich kilka lat.

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: polityka | Fed | gospodarka USA | stopy procentowe | Barack Obama

Reklama

Najlepsze tematy

Patroni

Ministerstwo Rozwoju Ministerstwo Cyfryzacji Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Partnerzy

PKO BP Grupa TAURON Coca-Cola HBC

Partnerzy mediowi

Interia RMF TVP Forum Ekonomiczne wysokienapiecie.pl